Mirosław Woroniecki – Konkordat – droga ku państwu wyznaniowemu.

Mirosław Woroniecki, 29 października 2017

28 lipca 1993 roku minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski podpisał  umowę międzynarodową zawartą pomiędzy rządem RP, a Państwem Watykańskim zwaną niesłusznie Konkordatem. Historycznie tym mianem określano bowiem prawo partykularne nadawane przez papieża danemu terytorium państwowemu na prośbę władcy i za zobowiązaniem tego władcy do jego przestrzegania. Powstałe w 1929 roku w wykonaniu traktatów laterańskich zawartych przez papiestwo z rządem Mussoliniego Państwo Watykańskie nie ma zatem umocowania do narzucania swoich norm prawnych lecz co najwyżej może je negocjować z poszczególnymi zainteresowanymi rządami i nadawać im formę umowy międzynarodowej.  Taka praktyka była zastosowana przez rząd RP pod kierownictwem Hanny Suchockiej. Podpisując umowę Skubiszewski reprezentował rząd, któremu wyrażono wotum nieufności już w dniu 31 maja 1993 roku i który istniał jedynie z woli prezydenta Wałęsy. Wałęsa mając do wyboru przyjęcie dymisji rządu albo rozwiązanie Sejmu wybrał drugie rozwiązanie pozwalające utrzymać ekipę rządową przy władzy. Rząd Hanny Suchockiej miał więc czas i możliwość dokończenia negocjacji i podpisania Konkordatu . Uczynił to w warunkach obowiązywania utrzymanych w mocy postanowieniem art. 27 tzw. małej konstytucji przepisów Konstytucji z 1952 roku, które stanowiły w art. 70 ust 2 ,że sytuację prawną kościoła regulują ustawy, a więc nie dopuszczały w tym zakresie umowy międzynarodowej.

W tej sytuacji  rząd RP naruszył nie tylko dobre obyczaje lecz przede wszystkim postąpił wbrew wyraźnym normom konstytucyjnym zupełnie świadomie i z premedytacją naruszając prawo. Postąpił tak wobec spodziewanego zagrożenia zwycięstwem lewicy w nadchodzących wyborach. Z jednej strony oczywiście chodziło mu o zagwarantowanie interesów kościoła, a z drugiej o potencjalne wprowadzenie lewicy w ewidentny konflikt z Watykanem, co było nie do pomyślenia ze względu na osobę ówczesnego papieża. Był to szczególnie rażący przykład lekceważenia zasady legalizmu nakazującej organom władzy publicznej ścisłe stosowanie się do obowiązujących przepisów i działanie tylko w takim zakresie w jakim jest ono dopuszczalne norma prawną.

Zawarta umowa (Konkordat) stworzył kościołowi solidne podstawy do sięgania po coraz to nowe koncesje ze strony państwa oraz powiększała wydatnie możliwość realizacji tak aspiracji ekonomicznych jak i panowania w sferze światopoglądowej poprzez wpływ na wychowanie, edukację, stałą obecność w sferze publicznej i w środkach masowego przekazu zobowiązanych do przestrzegania w przekazie tzw. wartości chrześcijańskich.

Rozszerzanie ustaleń konkordatowych stało się praktyka rządzących jeszcze przed ratyfikacją umowy w 1998 roku, a w latach następnych było jawnie nadużywane jak chociażby w wypadku przyznania w 2006 roku dofinansowanie dla papieskich wydziałów teologicznych Podstawę do takich działań wywodzono niesłusznie  jedynie z dopuszczenia w umowie możliwości  rozważenia przez władzę jakiegoś finansowania,  a nie z obowiązku prawnego państwa, które podjęło się takiego zadania jedynie w odniesieniu do wybranych uczelni katolickich jak  KUL oraz Papieska Akademia Teologiczna.

W umowie nie przewidziano również stopni generalskich i związanych z tym uposażeń dla kapelanów wojskowych czy innych formacji mundurowych podobnie jak wcześniej nie przewidywano wynagrodzeń dla katechetów w szkołach.

Ratyfikacja Konkordatu w 1998 roku poprzedzona była przyjęciem przez rząd polski deklaracji uzupełniającej, która  dawała możliwość wprowadzania regulacji zabezpieczających suwerenność państwa i jego porządku prawnego. Niestety regulacja dodatkowa nigdy nie została to wykorzystana dla wzmocnienia suwerenności państwa i systemu prawnego. Chociaż przyznać trzeba że rządy lewicy starały się w latach 1993-97 jeżeli nie blokować to jednak z całą pewnością opóźniać wejście Konkordatu w życie to jednak nie chciały czy nie były w stanie zapobiec praktyce wdrażania, a nawet rozszerzania jego postanowień.  Być może pomogło to procesowi przystąpienia do Unii Europejskiej – w sensie zmniejszenia oporu kościoła polskiego, ale teza taka nie jest przekonująca wobec ówczesnego stanowiska Watykanu i polskiego papieża osobiście, który liczył na polski głos w instytucjach europejskich w związku  z realizowaną przez niego koncepcją tzw. „rechrystianizacji Europy” . Koncepcję papiestwa umocnionego skutecznym obaleniem komunizmu chciano zrealizować w ówczesnych warunkach w sposób cywilizowany m.in. poprzez uzyskanie jak najszerszego wpływu w instytucjach unijnych podejmujących działania na rzecz szerszej integracji i wprowadzenia systemu aksjologicznego oraz Invocatio Dei do planowanej Konstytucji Europejskiej.

Niepowodzenie prac nad konstytucja dla Europy i śmierć papieża położyły kres stosowanej metodzie i na pewien czas zahamowały postęp ekspansji religijnej. Kościół polski zajęty był swoimi sprawami wobec realnej utraty niekwestionowanego przywództwa do tego stopnia, że nie udzielił tak bezwarunkowego poparcia koncepcji IV Rzeczpospolitej głoszonej w latach pierwszych rządów PiS w koalicji z populistami z Samoobrony i LPR-em. Nadrabiał to w późniejszych latach kiedy po katastrofie w Smoleńsku okazało się, że szybko wzrasta liczba radykalnych  zwolenników narodowo-wyznaniowej histerii.

Skandaliczna homilia kardynała Dziwisza poświęcona wyższości prawa boskiego nad państwowym  z czerwca 2013 r. oznaczała nie tylko niedopuszczalną ingerencję w prawo państwowe, które powinno być niezależne od prawa kanonicznego lecz także otworzyła czas mobilizacji narodowo-wyznaniowej, tradycjonalistycznej części społeczeństwa do wojny kulturowej. Wypowiedź kardynała Dziwisza świadczyła dobitnie, że najbardziej znacząca część Episkopatu Polski  zupełnie nie przejmuje się konkordatową i soborową zasadą wzajemnej niezależności państwa i kościoła i kieruje się ideami teokratycznymi i poglądami integrystycznymi. Był to czas postmodernistycznej dekonstrukcji stereotypów promowany przez Palikota i budzący oburzenie kręgów tradycjonalistów i tzw. „ludu smoleńskiego”. To te środowiska stanęły w pierwszej linii antyoświeceniowej rewolucji  przyswajając sobie razem z kościołem irracjonalną i anachroniczną wizję Polski, Europy i świata w wydaniu ówczesnej PiS-owskiej opozycji.

Mirosław Woroniecki

Mirosław Woroniecki: Źródła Kongresu Świeckości

Pytania o inspiracje i powody organizacji kongresu

Mirosław Woroniecki, 28 czerwca 2017

Jako organizatorzy inicjatywy zwołania i przeprowadzenia kongresu poświęconego relacjom państwa polskiego z Kościołem katolickim często spotykamy się z pytaniami o motywy jakimi kierowaliśmy się występując z taką propozycją wobec organizacji społecznych i politycznych.

Pytania o inspiracje i powody organizacji kongresu często podyktowane są obawą przed podjęciem tematyki, która uważana jest nie tylko za delikatną ale i mogącą stwarzać problemy dla organizacji i osób próbujących rzetelnie zbadać niektóre aspekty relacji kościoła z państwem – szczególnie dotyczące aspektów finansowych, przywilejów prawnych i swoistej nadgorliwości instytucji państwowych i samorządowych w  spełnianiu różnych aspiracji zarówno kościoła instytucjonalnego jak i jego przedstawicieli.

W efekcie panuje przekonanie, że nie warto narażać się kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka kościoła czy też występowanie przeciwko jego „nadobecności” w sferze publicznej musi zakończyć się porażką dla podnoszących te kwestie podmiotów.

W praktyce istotnie trudno jest dziś wskazać chociażby jedną organizację, której celem byłaby świeckość albo propagowanie światopoglądu racjonalistycznego, która korzystałaby z jakiejkolwiek formy państwowego wsparcia w przeciwieństwie do różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędną wobec wszelkich innych instytucji pozycją kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie niegodziwości jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia. Tak  stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która  hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała kościołowi majątek państwowy i samorządowy.

Dzisiaj  tylko nieliczne i słabo słyszalne głosy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej  czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości.

Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i kościołem uzasadniają tezę postawioną przez organizatorów kongresu o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego gracza będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej.

Sytuacja taka jest wynikiem tolerowania stałej gotowości polityków różnych opcji sprawujących władzę po 1989 roku do akceptacji szczególnej pozycji i rangi kościoła, dopuszczonego do  współdecydowania o bieżących sprawach kraju, które sprowadzało się nie tylko do uzgadniania treści fundamentalnych, ustrojowych aktów prawnych, ale i pozwalało stronie kościelnej nieustannie zgłaszać różnego rodzaju, mniej lub bardziej uzasadnione, roszczenia finansowe, ingerować  w zakres praw obywatelskich w tym wynikających z  członkostwa w Unii Europejskiej jak Karta Praw Podstawowych, prawa kobiet czy prawa reprodukcyjne, aż do uzyskania dzięki obecnej władzy praktycznie pełnej wyłączności w kształtowaniu wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa.

Mirosław Woroniecki: Zagrożenia wynikające z podporządkowania ładu państwowego doktrynie Kościoła

Mirosław Woroniecki, 22 czerwca 2017

Postępująca klerykalizacja podporządkowująca wszystkie sfery działalności państwa i życia obywateli regułom i rytuałom jednego wyznania przy postępującym zaniku ekumenizmu i braku publicznego sprzeciwu innych wyznań jak też istniejącej kiedyś Polskiej Rady Ekumenicznej musi prowadzić do wniosku, że Polska stała się zgodnie z zapowiedzią przedstawicieli partii rządzącej (publikacja tekstu Krzysztofa Szczerskiego w piśmie „Pressje” nr 5 z 2005 roku) republiką wyznaniową będącą przejawem „…zwycięstwa rozsądku nad rozszalałą demokracją…”, która łączy zasady republikanizmu z obowiązkiem bezwzględnego przestrzegania ładu moralnego w sferze publicznej nad czym pieczę powinno sprawować prawo państwowe.

Zagrożenia wynikające z podporządkowania ładu państwowego doktrynie kościoła pogłębił fakt lansowania przez Kościół katolicki koncepcji państwa opracowanej przez byłego papieża Benedykta XVI – Josepha Ratzingera tzw. państwa pozytywnie laickiego w gruncie rzeczy sprowadzającej się do konieczności uwzględnienia w systemie prawnym wartości wywiedzionych z prawa naturalnego w jego katolickim rozumieniu. Koncepcja ta nie mająca żadnych szans na realizacje w zróżnicowanych kulturowo i światopoglądowo społeczeństwach zachodnioeuropejskich została zadana katolickim państwom peryferyjnych znajdującym się pod rządami narodowo – wyznaniowych partii politycznych poszukujących dla swoich autorytarnych rozwiązań demokracji większościowej, głębszego jak można przypuszczać religijnego uzasadnienia.

System liberalnej demokracji zakwestionowany w Polsce i na Węgrzech ze względu na brak oświeceniowych tradycji i zrozumienia dla humanistycznych koncepcji ładu społecznego, został skwapliwie wykorzystany do głoszenia przez najważniejszych dostojników kościoła, jak np. prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Mullera, że proponowana przez Ratzingera koncepcja państwa jest najlepszą formą przeciwstawienia się zagrożeniom ze strony zachodniej cywilizacji, a  m.in. „…narzucaniu przez mniejszość większości ideologii gender, która domaga się seksualizacji człowieka od najmłodszych lat. Ponadto „… jest dobrym lekarstwem w sytuacji, gdy prym wiodą kultura techno-scjentystyczna i konsumpcyjny indywidualizm. Zsekularyzowane społeczeństwa są wydrążone przez trywialność i wulgarność, definiują siebie tylko jako ”homo oeconomicus” i dążą do dobrobytu.” Zdaniem hierarchy „…zachodnia kultura straciła swoja wielkość, gdy Bóg przestał być fundamentem społeczeństwa. Szerzy się bałwochwalstwo ideologii, seksu, dobrego wyglądu lub narodu.” ( wywiad kard. Mullera dla Wiadomości KAI 15/16 str.32).

Proces postępującej klerykalizacji został odnotowany wystąpieniem do władz państwowych luminarzy nauki polskiej już w 2014 roku i przybrał formę apelu o treści jak następuje:

Apel do władz Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie klerykalizacji kraju

List otwarty polskich naukowców

17 października 2014

Niniejszy apel nie jest skierowany do Kościoła katolickiego (dalej: Kościoła), ale do władz państwowych.

Kościół, jak każda legalnie działająca organizacja, ma pełne prawo wyrażania swoich poglądów w rozmaitych kwestiach, zwłaszcza moralnych, oraz do podejmowania działań w celu wprowadzania w życie swych postulatów, ale w granicach obowiązującego prawa. Z tego jednak nie wynika, że owe postulaty – wszystkie i zawsze – mają być akceptowane i realizowane przez władze publiczne. Takie też jest stanowisko sporej i stale zwiększającej się liczby Polaków. Jest to wystarczający sygnał dla władz państwowych, aby ściśle przestrzegały zasady neutralności światopoglądowej państwa zagwarantowanej w Konstytucji RP.

Władze RP są nadmiernie uległe wobec roszczeń Kościoła w sprawach finansowych, edukacyjnych, blokowania inicjatyw legislacyjnych w tzw. gorących materiach prawnych i społecznych (np. związki partnerskie, przemoc w rodzinie) czy demonstracyjnego eksponowania symboli religijnych w instytucjach publicznych. Postawa ta nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia. Bywa, że uroczystości o charakterze państwowym mają przede wszystkim charakter religijny, a władze publiczne stają się dodatkiem do hierarchów kościelnych występujących w roli rzeczywistych gospodarzy. Prowadzi to do degradacji państwa i obniżenia jego prestiżu w skali krajowej, a nawet międzynarodowej.

Spotykamy się także z działaniami przedstawicieli Kościoła o charakterze bliskim kolizji z prawem lub przekraczającym tę barierę w postaci wzywania do naruszania prawa, gróźb pod adresem osób rezygnujących z katechezy w szkole, zmuszania uczniów do uczestniczenia w obrzędach religijnych, domagania się przez szkoły ujawniania przez rodziców lub uczniów swojego światopoglądu, obrażania ludzi niewierzących w publicznych wypowiedziach duchownych czy nawet deprecjonowania najwyższych przedstawicieli władz państwowych.

Częste przypadki bezczynności organów RP wobec tego rodzaju zaszłości mają bardzo negatywny skutek dla spójności społecznej i winny być zastąpione działaniami mającymi na celu pełne urzeczywistnienie ustrojowych podstaw państwa polskiego i jego porządku prawnego, tak jak tego wymaga konstytucja i inne ustawy.

 Sygnatariuszami powyższego apelu są profesorowie:

Jerzy Brzeziński (psycholog)

Dariusz Doliński (psycholog)

Ewa Łętowska (prawnik)

Edward Nęcka (psycholog)

Stanisław Obirek (polonista)

Henryk Olszewski (prawnik)

Wiktor Osiatyński (prawnik)

Janusz Reykowski (psycholog)

Henryk Samsonowicz (historyk)

Jan Strelau (psycholog)

Jerzy Szacki (socjolog)

Andrzej Walicki (filozof)

Bogdan Wojciszke (psycholog)

Jan Woleński (filozof)

Mirosław Wyrzykowski (prawnik)

Powyższy apel poparty przez kilkadziesiąt tysięcy internautów pozostał bez odpowiedzi władzy sprawowanej wówczas przez koalicje PO-PSL co najlepiej świadczy o relacjach ówczesnych władz z kościołem, pomimo że dla wszystkich obserwatorów sceny politycznej oczywiste było stanowisko kościoła otwarcie stawiającego na sojusz z tradycjonalistyczno-narodowo-wyznaniową prawicą w wojnie kulturowej ze współczesnością.

Tłumaczy to także brak zainteresowania ze strony obecnej opozycji parlamentarnej dla organizowanego przez nas kongresu i udziału w dyskusji publicznej koniecznej dla poszukiwania sposobów przywrócenia rozdziału kościoła od państwa.

*Mirosław Woroniecki:

adwokat, działacz społeczny i polityczny, publicysta, prezes Stowarzyszenia Kongres Świeckości, doradca organizacji społecznych i politycznych, członek Rady Politycznej partii Wolność i Demokracja, socjalliberał i antyfaszysta

Wybrane cytaty z ostatniego roku działalności biskupów

(źródło zdjęcia: Gość Lubelski / Gość Niedzielny)

To tylko wybrane cytaty z ostatniego roku działalności biskupów, którzy mają być moralnymi kompasami kościoła. Cytować wypowiedzi ich wychowanków, proboszczów lokalnych parafii nie sposób. Nie ma dnia bez szokujących wiadomości w mediach.

Do tego systemowe krycie pedofilii, skandale finansowe z Tadeuszem Rydzykiem w tle, kłamliwa propaganda radia Maryja, a na deser ksiądz Międlar.

Gdy ten chuligan wygłaszał bez przeszkód w kościołach i na placach całej Polski rasistowskie, antysemickie, homofobiczne i mizoginiczne tyrady, nic sobie nie robiąc z zakonnych zakazów powstrzymania się od publicznych wypowiedzi, nie słychać było protestu wiernych ani stanowiska episkopatu. Dlaczego? Bo ten człowiek nie wziął się znikąd. Nie jest kibolem, który nałożył sutannę. Jest produktem wychowania w seminarium. Ktoś go tam przyjął, uczył i dopuścił do święceń kapłańskich. A potem wypuścił w Polskę jako emisariusza dobrej nowiny.

Wobec wszystkiego powyższego perspektywa przyjęcia członków miejscowej parafii pod własnymi oknami obudziła mój sprzeciw. Czując, że muszę zamanifestować moje oburzenie wobec biernej i milczącej postawy członków kościoła postanowiłam wywiesić za oknem transparent. Napisałam na nim „TOLERANCJA, RÓWNE PRAWA, ŚWIECKIE PAŃSTWO”. Gdy nadeszła procesja, z moich okien rozbrzmiał koncert e-moll Chopina, a po zagłuszeniu go przez procesyjne puzony – improwizacja bluesowa w wykonaniu mojego syna.

Gdy poinformowałam o tym na profilu facebookowym, oprócz licznych głosów aprobaty szybko znalazł się także głos krytyki:

  • że uczę syna braku szacunku – nie, uczę go, że przed kościelnym, agresywnym rozpychaniem się w publicznej przestrzeni można się bronić
  • że zakłócam modlitwę – nie, to procesja zakłóca mój mir domowy – ustawia ołtarz pod moimi oknami, smrodzi kadzidłem, hałasuje i blokuje miejsca parkingowe na cały dzień; ale nawet gdybym miała pomysł, żeby zejść na dół i zakłócać procesję swoją kontrdemonstracją, to konstytucja RP i ustawy – z wyjątkiem niekonstytucyjnej pisowskiej ustawy o zgromadzeniach – dają mi do tego prawo, pod warunkiem ze nie obrażam niczyich „uczuć religijnych”, cokolwiek by to nie znaczyło
  • że nie można mieć pretensji do zwykłych księży i zwykłych parafian, bo przecież nie odpowiadają za słowa biskupów – nie przyjmuję tego do wiadomości, członkowie kościoła odpowiadają za słowa swoich „pasterzy” – nie powinni biernie godzić się na sianie nienawiści i budowanie podziałów; wbrew powszechnemu wyparciu i opowieściom o rzekomej schizmie to jest zawsze i wszędzie ta sama instytucja – bardzo sprawnie zarządzana hierarchiczna organizacja, która funkcjonuje jak ideowy supermarket – szczuje tam, gdzie spotyka się to z poklaskiem, a inteligentów obłaskawia bardziej liberalnymi przedstawicielami; jest mi wszystko jedno, jaki funkcjonariusz kościoła stoi pod moim oknem
  • że mój transparent z hasłami „TOLERANCJA, RÓWNE PRAWA, ŚWIECKIE PAŃSTWO” to taki sam brak szacunku dla poglądów zgromadzonych parafian, jakim byłby transparent „chłopak i dziewczyna, normalna rodzina” na trasie Parady Równości… no proszę państwa, w tym rzecz! te hasła w rzeczy samej są antykościelne! kościół nie opowiada się przecież ani za tolerancją, ani za równymi prawami ani za świeckim państwem; kościół opowiada się za archaicznym modelem społeczeństwa, składającego się wyłącznie z rodzin, o konstrukcji hierarchicznej, gdzie mężczyzna jest na szczycie, a kobieta jest mu podporządkowana i jedyną jej życiową misją jest rodzenie dzieci; gdzie nie ma miejsca na żadną inność, a jak już istnieje, to ma udawać że jej nie ma; gdzie funkcjonuje nierozerwalny sojusz tronu i ołtarza; pora sobie to wreszcie uświadomić, stanąć przed lustrem, powiedzieć to do siebie głośno i wyciągnąć wnioski

Już po odejściu procesji spod moich okien i wywietrzeniu zapachu kruchty dowiedziałam się, że abp Głódź w czasie obchodów w Gdańsku mówił o „demonie postępu i nowoczesności, który czyni wielkie spustoszenie”. Narzekał na krzyże znikające z instytucji publicznych i szerzącą się „chrystofobię”. Wspomniane demony mają też stać za tym, co dzieje się w tzw. „miesięcznice smoleńskie” w Warszawie, polegającemu na „zagradzaniu drogi modlitewnemu pochodowi z archikatedry św. Jana, który idzie pod tablicę pamięci przed Pałacem Prezydenckim”.[vi]

Bożena Przyłuska: „Tolerancja, równe prawa, świeckie państwo” czyli prowokujące hasła antykościelne

Bożena Przyłuska, Liberté! 17/06/2017

Oto jak abp Jędraszewski wypowiedział się o tzw. „czarnym proteście” czyli pamiętnym ogólnopolskim strajku kobiet 3 października 2016 roku w obronie przed uchwaleniem popieranej przez episkopat ustawy o całkowitym zakazie aborcji: „- To, co się dzieje, te czarne marsze, są przerażającą współczesną manifestacją cywilizacji śmierci. Chce się dzisiaj bronić anty-Ewangelii. Można by powiedzieć, czarnej Ewangelii (…). Potrzebna jest modlitwa o zwycięstwo cywilizacji miłości nad tą czarną cywilizacją śmierci. Na początku tej mszy świętej szedłem przez katedrę. Patrzyłem na wasze twarze. Wszystkie uśmiechnięte. Zwłaszcza rodziców, którzy przynieśli małe dzieci (…). Popatrzmy na zdjęcia tych, którzy biorą udział w czarnych procesjach. Jakie tam są twarze. I jak bardzo różnią się od waszych.”[i]

Z kolei abp Hoser w sposób oburzający i odrażający odniósł się do problemu poczęcia dziecka w wyniku gwałtu  –  „raz, że się rzadziej dużo zdarzają, a po wtóre fizjologia, która jest narażona na tak ogromny stres, działa w sposób przeciwny możliwości zapłodnienia. Wiadomo, że stres, niepokój jest jedną z przyczyn psychologicznych np. niepłodności. W tym wypadku stres jest tak silny, że do zapłodnienia rzadziej dochodzi niż w normalnych warunkach.” Jeśli jednak już do zapłodnienia dojdzie, to według abp „jest możliwość urodzenia takiego dziecka”.[ii]

Abp Gądecki w Wielki Czwartek wyraził swoją aprobatę dla decyzji ministra kultury, który cofnął dotację festiwalowi Malta ze względu na nieprawidłowe poglądy: „W Polsce następuje jakieś otrzeźwienie. Oto minister kultury cofa, i to całkiem słusznie, dotację dla obrazoburczego chorwackiego reżysera, który został wyznaczony na kuratora tegorocznego Malta Festiwal 2017.”[iii]

Gdy jesienią 2016 roku na ulicach…

przeczytaj więcej na stronie Liberté! 

Bożena Przyłuska: Trzeba zatrzymać tę szarżę…

Trzeba zatrzymać tę szarżę i zaprowadzić w Polsce ostry rozdział kościoła od państwa

Bożena Przyłuska, 10 maja 2017, zdjęcie: skwerwolnosci.eu

Trzeba zatrzymać tę szarżę i zaprowadzić w Polsce ostry rozdział kościoła od państwa

Te „modlitewne pochody” terroryzują 10-tego dnia każdego miesiąca pół Traktu Królewskiego, tarasują przejścia i przejazdy pod pretekstem rytuału religijnego, którym nie są. Są natomiast igrzyskami nienawiści wobec wszystkich, którzy nie akceptują aktualnej władzy i jej ordynarnego zblatowania z kościołem. Ostatni taki „modlitewny pochód” zakończył się zatrzymaniem ponad 100 osób, które przeciwko niemu protestowały, części zostaną postawione zarzuty.

Trzeba zatrzymać tę szarżę i zaprowadzić w Polsce ostry rozdział kościoła od państwa. Albo zrobimy to teraz albo wkrótce doczekamy nowej konstytucji i zamienimy się w państwo wyznaniowe. Wtedy ciężko będzie z odwrotem, a ucierpimy na tym wszyscy, którzy chcemy żyć jak Europejczycy.

Każdy z nas może coś zrobić. Jeśli chcesz włączyć się w działania zmierzające wypracowania metod przeciwdziałania dalszej klerykalizacji państwa i odsunięcia polityków od episkopatu, poprzyj inicjatywę Kongresu Świeckości, który środowiska laickie wspólnym wysiłkiem zamierzają przeprowadzić w Warszawie w dniach 21 – 22 października. W Kongresie zapowiedziały udział wszystkie polskie partie i ugrupowania lewicowe. Szczegółowe informacje o Kongresie znajdziesz tu: http://kongresswieckosci.pl/

Możesz podpisać nasz apel przeciwko postępującej klerykalizacji państwa:

https://secure.avaaz.org/pl/petition/Polacy_Poparcie_postulatow_i_apelu_Kongresu_Swieckosci/?fRoJHhb&pv=12&utm_source=sharetools&utm_medium=facebook&utm_campaign=petition-423161-Polacy_Poparcie_postulatow_i_apelu_Kongresu_Swieckosci&utm_term=RoJHhb%2Bpl

Możesz wspomóc organizację Kongresu finansowo:

https://zrzutka.pl/wdghzb

Możesz też polubić nasz profil na facebooku:

https://www.facebook.com/kongresswieckosci/

Jeśli masz inny pomysł jak pomóc lub jesteś osobą znaną i chciałbyś/chciałabyś wesprzeć Kongres swoim nazwiskiem, pisz na adres:

biuro@kongresswieckosci.pl

[i]wyborcza.pl/7,75398,21089507,abp-jedraszewski-nowym-metropolita-krakowskim-co-mowil-o-in.html

[ii]http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/532471,abp-hoser-o-ciazy-z-gwaltu-stres-jest-tak-silny-ze-do-zaplodnienia-dochodzi-rzadziej.html

[iii] http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21634207,mocne-kazanie-abpa-gadeckiego-ostra-krytyka-m-in-unii-europejskiej.html

[iv] http://episkopat.pl/prezydium-kep-kampania-przekazmy-sobie-znak-pokoju-rozmywa-jednoznaczne-wymagania-ewangelii/

[v] http://www.pch24.pl/abp-jozef-michalik–nowa-targowica-sie-pojawila–oskarzaja-polske,42198,i.html#ixzz4kGKqv3I1

[vi] http://natemat.pl/210447,demon-postepu-i-nowoczesnosci-czyni-wielkie-spustoszenie-tak-abp-glodz-uswietnil-swieto-bozego-ciala

*Bożena Przyłuska

Z zawodu przedsiębiorczyni, z pasji aktywistka społeczna i projektantka, a z wykształcenia socjolożka i specjalistka od zarządzania. Ukończyła Uniwersytet Warszawski i Collegium Civitas. Po kilku latach pracy w międzynarodowych agencjach reklamowych i urodzeniu dwóch synów wybrała samodzielny biznes. Warszawianka, feministka, ateistka, zwolenniczka świeckiego państwa. Współkoordynatorka akcji Świecka Szkoła.

Zbigniew Szczęsny: „Chrześcijański kształt patriotyzmu”

Opublikowano 1 maja 2017 przez Zbigniew P. Szczęsny

27 kwietnia br. Konferencja Episkopatu Polski opublikowała przygotowany przez episkopalną Radę ds. Społecznych pod przewodnictwem Metropolity Wrocławskiego abp. Józefa Kupnego dokument pt. „Chrześcijański Kształt Patriotyzmu”.
Pełny tekst dokumentu znajduje się na witrynie internetowej Episkopatu i właśnie ten tekst jest tutaj dyskutowany.

Dokument odbił się szerokim echem w mediach i uważany jest za niezwykle ważne stanowisko Kościoła katolickiego w niepokojącej społecznie kwestii narastającej obecności narracji nacjonalistycznej w Polsce i Europie.

Kongres Świeckości z zadowoleniem, lecz zarazem pewną dozą nieufności przyjmuje tak wyrażone stanowisko Kościoła. Z jednej strony cieszy bowiem to, że polski episkopat zdecydował się na pewien gest dezaprobaty wobec ideologii, której w sposób immanentny towarzyszą: mowa nienawiści, pogarda, demonstracje gotowości do fizycznego gwałtu oraz przemoc w najbardziej bezpośredniej postaci. Z drugiej jednak strony niepokoi dość ogólnikowe brzmienie kościelnego sprzeciwu oraz taki sposób wyrażenia problemu, który pozostawia uchylone drzwi dla nacjonalizmu, który uznając prymat wiary katolickiej nad „idolem narodowym” nic nie traci na destruktywnej agresywności totalitarnego programu wyznaniowo-narodowej dominacji.

Podstawowa linia argumentacyjna dość długiego kościelnego dokumentu zgodnie z nauczaniem Jana Pawła II przeciwstawia patriotyzm nacjonalizmowi i w sposób nie budzący wątpliwości wskazuje na ten ostatni, jako na potencjalne źródło totalitarnych aberracji. W sposób nieco nadwyrężony biskupi próbują w ramy tak rozumianego nacjonalizmu włożyć fundamentalizm religijny, co jest ewidentnym nadużyciem i zabiegiem erystycznym mającym na celu przekonanie opinii publicznej, że totalitarny charakter religijnego fundamentalizmu ma w istocie nie religijne lecz jakieś inne (nieokreślone w dokumencie) źródła.

Zwraca uwagę, że przeciwstawiany przez biskupów nacjonalizmowi zdrowy patriotyzm wykazuje wiele cech zbieżnych z liberalnymi postulatami bergsonowsko-popperowskiego społeczeństwa otwartego. Piszą oto biskupi:

Nie będąc ideologią, patriotyzm nie narzuca też sztywnego ideologicznego formatu kulturowego, tym bardziej politycznego, ale w różnoraki sposób zakorzenia się i przynosi owoce w życiu ludzi i różnych wspólnot, które solidarnie chcą tworzyć dobro wspólne.

Przebłyskujące tu i ówdzie fragmenty utrzymane w podobnej tonacji sprawiają wrażenie, że mamy do czynienia z dokumentem nawiązującym do ducha ostatniego soboru, co jest na swój sposób zaskakujące na tle ogólnie konserwatywnej narracji Episkopatu, niechętnie odwołującej się bezpośrednio do soborowych dokumentów i uparcie trzymającej się „filtra” w postaci osobowego autorytetu prymasa Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II. Być może jest to ukłon polskiego duchowieństwa w stronę papieża Franciszka?

Kongres Świeckości byłby rad, gdyby wystosowany w dokumencie apel o „wyrażanie własnych opinii oraz przekonań z szacunkiem dla – także inaczej myślących – współobywateli, w duchu życzliwości i odpowiedzialności, bez uproszczeń i krzywdzących porównań” kościelni funkcjonariusze przyjęli przede wszystkim do siebie. Niestety – zbyt często to właśnie ich głos – i to nawet głos wysokich hierarchów Kościoła – jest czynnikiem rozjątrzającym spór polityczny za sprawą wprowadzania weń manichejskich podziałów w duchu inspirowanej przekonaniami gnostyckimi wiary w odwieczną walkę dobra ze złem i światła z ciemnością.

Niepokoi nas też dość oględne prześlizgnięcie się autorów dokumentu nad bolesną problematyką relacji polsko-żydowskich, które skwitowano słowami o „współczesnej nieoczywistości jagiellońskiego wymiaru polskości”. To zbyt łatwe, kiedy nad wieloma „patriotycznymi” inicjatywami wspieranymi przez Kościół lub do kościelnego błogosławieństwa się przyznającymi unosi się duch księdza Lutosławskiego a osoby w rodzaju red. Michałkiewicza są częstymi gośćmi katolickich mediów.

Podobnie, kiedy biskupi zwracają się do „sportowców, instruktorów i  działaczy  sportowych, by młodemu pokoleniu pokazywali sport nie tylko jako obszar zmagań i rywalizacji, ale także jako przestrzeń gry fair, przyjaźni, poświęcenia i szacunku dla rywala” zapominają jakoś, aby prośbę tę skierować też a może przede wszystkim do Paulinów na Jasnej Górze, którzy co roku przyjmują noszącą wiele niepokojących znamion szowinistycznego nacjonalizmu pielgrzymkę kibiców, podczas której wieczorne nabożeństwo odbywające się pośród flag i pochodni ma w sobie bardzo wiele z jakiegoś mrocznego germańskiego kultu:

Kongres Świeckości docenia konsekwencję abp. Józefa Kupnego, którego osobiste zaangażowanie pozwoliło uciszyć hańbiący polski kościół głos księdza Jacka Międlara. To dobrze, że są wśród najwyższych hierarchów osoby rozumiejące jak bardzo szkodliwe jest udzielanie powagą kościelnego autorytetu wsparcia narracjom, które pod zasłoną patriotyzmu przemycają nienawiść i pogardę. Życzylibyśmy sobie jednak, żeby postawa taka nie miała w praktyce kościelnej charakteru marginalnego, żeby tytułowy „Chrześcijański Kształt Patriotyzmu” nie był tylko fasadą, rodzajem weksla bez pokrycia, z którym polski kościół afiszuje się skrywając pod sutanną nacjonalistyczny temperament, antysemickie fobie i polityczne ambicje prominentnych księży. Polski kościół katolicki musi uznać świecki charakter państwa i skupić się na ewangelizacji wiernych rezygnując z politycznego zblatowania. Tylko wówczas jego moralizatorski głos będzie naprawdę wiarygodny i wolny od podejrzeń o fałszywość.

Mirosław Woroniecki: Po co nam Kongres Świeckości?

Opublikowano 22 marca 2017 przez Mirosław Woroniecki

Doświadczenia historyczne

W okresie międzywojennym etnicznie i wyznaniowo zróżnicowana Polska musiała uporać nie tylko z problemami unifikacji zróżnicowanych systemów prawnych, odmiennych kultur i zwyczajów, lecz także opanować i uregulować całą mozaikę wyznań w sposób zapewniający możliwość ich zgodnego w miarę współistnienia.

Przyjęte już w dekrecie z 22 listopada 1918 roku zasady określające tymczasowy ustój państwa na okres przejściowy, wprowadzały zasadę koncentracji władzy i zwierzchnictwa państwa we wszystkich sprawach, chociaż zarówno Tymczasowy Naczelnik Państwa jak i Rada Ministrów nie posiadały demokratycznej legitymacji swojej władzy.

Mała Konstytucja z 20 lutego 1919 roku wyraźnie stanęła na stanowisku koncentracji władzy państwowej w Sejmie Ustawodawczym, którego głównym zadaniem było uchwalenie ustawy zasadniczej, co nastąpiło 17 marca 1921 roku.

Z uwagi na powszechnie panujące wówczas przekonanie, że prawa i wolności obywatelskie wywodzone są z nadania państwa, istniała możliwość uregulowania problematyki wyznaniowej na równoprawnych zasadach zarówno w odniesieniu do pierwotnej wolności osobistej każdego człowieka, jak wywodzącej się z niej wolności kolektywnej tj. zrzeszania się w kościoły i związki wyznaniowe. Niestety tak się nie stało, a Kościół katolicki uzyskał w II Rzeczypospolitej uprzywilejowaną pozycje prawną w porównaniu ze związkami wyznaniowymi mniejszości religijnych. Przejawiała się ona w przyznaniu Kościołowi katolickiemu zarówno przez konstytucje marcową jak i Konstytucję z 23 kwietnia 1935 roku „naczelnego stanowiska wśród równouprawnionych wyznań”, uznaniu jego autonomii i uregulowaniu sytuacji prawnej w drodze umowy ze Stolicą Apostolską.

Zawarty w roku 1925 konkordat oraz przepisy wykonawcze konkretyzujące jego postanowienia przewidywały m.in. swobodę w wykonywaniu władzy duchownej i jurysdykcji, administracji wewnętrznej i zarządu majątkiem. Konkordat potwierdzał wewnętrzny podział kościoła na trzy obrządki: łaciński, greckokatolicki i ormiański. Duchowieństwo zostało zwolnione ze służby wojskowej i korzystało ze specjalnej ochrony karnej. Kościół korzystał z pomocy państwa przy wykonywaniu decyzji władz kościelnych i otrzymywał od państwa dotacje np. w 1938 roku było to 20 mln zł.

System prawny sankcjonował więc szczególną pozycję kościoła i kleru pomimo, iż teoretycznie konstytucyjne relacje państwa z kościołami powinny układać się stosownie do zasady zwierzchnictwa państwa nad związkami wyznaniowymi.

Tymczasem Prezydent miał jedynie prawo zgłaszania sprzeciwu wobec kandydatów na stanowiska arcybiskupów i biskupów, a beneficja proboszczowskie i stanowiska przełożonych zakonnych mogli otrzymywać wyłącznie obywatele polscy.

Nadzór nad działalnością związków wyznaniowych sprawował minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego, a na szczeblu województw wojewodowie przy czym kościół był traktowany liberalnie, co faktycznie stworzyło mu pozycję wyznania panującego.

W odniesieniu do mniejszości wyznaniowych zakres działań administracji rządowej przybierał bardzo ostre formy uzależnione zresztą od założeń polityki narodowościowej, gdyż zróżnicowanie wyznaniowe odpowiadało zróżnicowaniu narodowościowemu. Sytuacje mniejszości wyznaniowych regulowały akty ustawodawcze wydawane w porozumieniu z prawnymi reprezentacjami poszczególnych wyznań. Warto odnotować fakt, że wyznania mniejszościowe otrzymywały od państwa dotacje, przeznaczane głównie na uposażenia duchownych. Porównawczo dla przykładu wysokość tych dotacji w 1938 roku sięgnęła 2 mln zł.

Wiele rozwiązań prawnych zawartych w regulacjach z tego okresu przetrwało do czasów dzisiejszych pomimo zupełnej ich anachroniczności. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą organy prawodawcze i sądownicze, które współcześnie już nie podjęły trudu zmierzenia się z niespójnością prawa wyznaniowego i jego nieadekwatnością do społecznych oczekiwań.

Z niezrozumiałych względów Rada Ministrów oraz Sejm RP nie dopełniły w sferze stosunków wyznaniowych obowiązku określonego w art.241 ust.6 Konstytucji RP z 1997 roku na mocy którego Rada Ministrów w terminie dwóch lat od wejścia w życie Konstytucji, czyli do 17.10.1999 roku, powinna dokonać przeglądu celem ustalenia, które akty prawne rządu, ministrów czy innych organów administracji państwowej wymagają zgodnie z przepisem art. 87 ust.1 Konstytucji zastąpienia rozporządzeniami wydanymi na podstawie upoważnienia ustawowego, a które stają się uchwałami lub zarządzeniami odpowiadającymi wymogom art.93 Konstytucji.

Na przestrzeni lat 1921-1997 obowiązywały cztery konstytucje odmiennie ujmujące zarówno koncepcje praw i wolności obywatelskich poczynając od wspomnianego już wcześniej modelu koncesyjnego zwierzchnictwa państwowego do obowiązującego obecnie systemu prawno-naturalnego jak i związane z nimi relacje państwa z kościołem.

Międzywojenny system zwierzchnictwa państwa nad związkami wyznaniowymi został po II wojnie światowej zastąpiony systemem zwierzchnictwa rozdziałowego realizowanego w warunkach państwa autorytarnego popierającego światopogląd materialistyczny. Natomiast od roku 1989 funkcjonuje tzw. system „przyjaznego” rozdziału państwa i związków wyznaniowych jednakże przy wyraźnym nabieraniu przez państwo znamion konfesyjnych o orientacji katolickiej – jak ujmuje to prof. Paweł Borecki w pracy „Reforma prawa wyznaniowego w Polsce” – Instytut Spraw Publicznych 2013 r.

O ile w Polsce międzywojennej napięcia narodowe, etniczne i wyznaniowe niejednokrotnie dramatyczne jak akcja burzenia świątyń prawosławnych na terenach zamieszkałych przez ludność ukraińską, kształtowały w świadomości społecznej poczucie różnorodności wyznaniowej i stawiały problemy religijne w dyskursie publicznym, o tyle zupełnie inaczej sytuacja zaczęła wyglądać po zakończeniu drugiej wojny światowej.

Holokaust, przesiedlania z terenów wschodnich mniejszości narodowych i etnicznych, straty ludzkie w tym wśród inteligencji miejskiej, a w końcu fundamentalne zmiany terytorialne powodowały, że stosunki wyznaniowe w wymiarze socjologicznym uległy dramatycznemu przekształceniu.

Podstawowym procesem była oczywiście rekatolicyzacja Ziem Północnych i Zachodnich, utrata terenów wschodnich i znacznej części kościoła prawosławnego oraz praktycznie całości cerkwi grecko-katolickiej cieszącej się przed wojną wsparciem administracji rządowej, a w ramach Akcji Wisła i wobec szerokiej skali przesiedleń ludności pochodzenia ukraińskiego praktycznie zmarginalizowanej.

Przejęcie przez Kościół katolicki w drodze zawłaszczenia majątku parafii protestanckich różnej konfesji, a także obiektów kościoła wschodniego, zostało z czasem zatwierdzone przez władze stając się przysporzeniem majątkowym o istotnym rozmiarze znacznie wcześniej niż działania Komisji Majątkowej ochoczo dysponującej mieniem państwowym i jednostek samorządowych.

W tych warunkach droga do unifikacji religijnej Polski stanęła otworem, a konflikt z państwem socjalistycznym i cała historia zmagań obejmująca ponad czterdzieści lat tylko umacniała siłę Kościoła, jego wpływy w państwie i poparcie społeczne, co w efekcie owocowało całkowita kapitulacją władzy państwowej przed Kościołem o wiele wcześniej niż protesty robotnicze w roku 1980 zaczęły zmieniać nieodwracalnie bieg historii.

Warto jednakże w tym miejscu przypomnieć, że władze komunistycznej partii PZPR niejednokrotnie w latach stanu wojennego szukały wsparcia i pomocy wśród hierarchów kościelnych w zapewnieniu ładu i spokoju społecznego i pomoc ta była okazywana nawet ze strony zwierzchnika Episkopatu Prymas Polski Kardynała Glempa.