O liberalnej doktrynie, opozycji i partii rządzącej

Autor: Mirosław Woroniecki

Na liberalny kształt stosunków pomiędzy państwem a społeczeństwem, wynikający z liberalnej teorii funkcji państwa, wpływ podstawowy wywarły dwie doktryny, a mianowicie: (1) szkoła prawa naturalnego z jej koncepcją wolności i własności jako praw naturalnych posiadających prymat w stosunku do prawa stanowionego, a także (2) angielska ekonomia polityczna, uznająca dążenie do zysku za podstawowy motor postępu społecznego i związany z nią liberalizm gospodarczy, najdobitniej przejawiający się w koncepcji laissez-faire, przyjmującej za podstawową przesłankę funkcjonowania państwa system oparty na własności prywatnej. Potraktowanie własności, jako prawa naturalnego, a więc niezależnego od państwa prowadzi do tego, że w ujęciu doktryny liberalnej gospodarka i państwo stanowią sfery rozdzielne. Charakterystycznej dla doktryny liberalnej tezie prymatu jednostki w stosunku do społeczeństwa odpowiada teza o prymacie społeczeństwa cywilnego w stosunku do państwa.

Z tego punktu widzenia występuje zasadnicza różnica między stanowiskiem doktryny liberalnej, a stanowiskiem zajętym przez Hegla traktującym państwo, jako cel sam w sobie, wyposażając je w maksimum praw w stosunku do obywatela. Nieprzypadkowo zatem, zarówno faszyzm włoski jak i narodowi socjaliści Hitlera nawiązywali do nauki Hegla w walce z liberalną koncepcją państwa. Celem liberalizmu jest rozwój jednostki, zapewnienie jej przede wszystkim możliwości nieograniczonego bogacenia się. Państwo w ujęciu tej doktryny nie ma własnych, odrębnych celów, lecz ma służyć jednostce i zabezpieczać możliwość samorealizacji. W stosunkach pomiędzy państwem, a społeczeństwem, państwu przypada wiec rola usługowa. Państwo powinno być wiec podporządkowane wymogom ekonomicznego i społecznego żywiołowego rozwoju. Najlepsze wiec jest takie państwo, które pozwalając swobodnie działać nie ingeruje w sferę prywatnej własności, nie miesza się do sposobu korzystania przez jednostkę z należnych jej praw, lecz tworzy niezbędną ku temu sferę bezpieczeństwa zabezpieczając możliwość realizacji praw jednostki. A. Smith konkretyzując obowiązki państwa wskazywał trzy podstawowe kierunki działań tj. obronę jednostki przed współobywatelami oraz obronę jednostki i społeczeństwa przed zagrożeniem zewnętrznym, a także – jak pisał – „ ustanowienie i utrzymanie tych instytucji i urządzeń użyteczności publicznej, które choćby nawet były w najwyższym stopniu korzystne dla całego społeczeństwa, to są przecież tego rodzaju, że zysk jaki by przyniosły, nie mógłby nigdy pokryć wydatków poniesionych przez jednostki lub niewielkie grupy ludzi, od których przeto nie można oczekiwać, że je ustanowią i utrzymają”. (A. Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów t. II, Warszawa 1954, s.328) W zakresie tego zadania państwa,Smith wskazywał na obowiązek budowy i utrzymywania urządzeń publicznych, dzisiaj określanych jako infrastruktura, a więc drogi, mosty, kanały, porty czy komunikacja oraz prowadzenia szkół dla ludzi prostych. Podobnie zakres działalności państwa widział Abraham Lincoln uzupełniając je o konieczność udzielania pomocy dzieciom znajdującym się bez środków do życia lub dotkniętych chorobą. Również według Kanta państwo stanowi „…tylko gromadę ludzi pozostającą pod wpływem nakazów prawnych…” i nie posiada żadnej innej funkcji poza zapewnieniem gwarancji współistnienia ludzi, a więc powinno zajmować się tylko urzeczywistnianiem prawa, usuwając się od wszystkich starań o inne dobra obywateli. ( E. Kant, Uzasadnienie metafizyki moralności, Warszawa 1953).

Wraz z rozwojem i postępem społecznym, zmieniała się i rozwijała myśl liberalna, rola państwa ulegała zwiększeniu, a w koncepcji „państwa stróża nocnego” miało ono nie tylko zabezpieczać mechanizm konkurencji wolnorynkowej, ale i gwarantować bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, organizację życia w państwie w tym komunikację, pocztę, system walutowy czy oświatę. Państwo miało podejmować się zadań nie tylko nieopłacalnych dla inicjatywy prywatnej, lecz zaczęło wykonywać funkcję o charakterze użyteczności publicznej. J. Bentham, jako jeden z pierwszych przedstawicieli doktryny liberalnej wskazywał na konieczność złagodzenia nierówności społecznych poprzez rozwijanie i umacnianie warstw pośrednich zmniejszające przepaść pomiędzy pracownikami najemnymi, a właścicielami szeroko pojętych środków produkcji. Ten główny przedstawiciel angielskiego utylitaryzmu nawiązywał do prac Helvetiusa widzącego, jako nadrzędny cel państwa osiągniecie szczęścia dla jak największej liczby ludzi, które to dążenie miało być motorem postępu społecznego. J. Bentham stworzył cały nurt utylitarystyczny w nauce tworzenia prawa, jego motywacji, aktywnej roli norm prawnych i celu prawa. Spoglądał on na obowiązujące prawo z punktu widzenia jego skutków, a nie z punktu widzenia zgodności z niezmiennymi wzorami jak czynili to zwolennicy prawa natury. Z czasem zasada „największego szczęścia dla jak największej ilości ludzi” stała się podstawowym założeniem angielskich utylitarystów i twórczo rozwinięta przez J. S. Milla znalazła zwolenników w nauce niemieckiej w tzw. „teorii interesu” Iheringa, „inżynierii społecznej” Pounda, a na początku XX wieku przez widoczna była w pracach Del Vecchio, Radbrucha, Jerusalema. Wraz z rozwojem wiedzy z zakresu nauk społecznych, a w szczególności socjologii, psychologii i historii obok dążenia do uzyskania szczęścia dla jak największej ilości ludzi, w którym Helvetius upatrywał podstawę wszelkiego ustawodawstwa pojawiały się coraz częściej i coraz bardziej rozszerzone postulaty zwiększania zadań i celów ogólnospołecznych. Jest to doskonale widoczne w zapomnianych już nieco pracach teoretyków socjalliberalizmu, prawdziwych intelektualnych autorów cudu gospodarczego – prezydenta Roosevelta i jego New Dealu.

Racjonalność alternatywna, czyli racjonalizm fundamentalizmu i realizm magiczny partyjno-kościelnej koalicji rządzącej

Autor: Mirosław Woroniecki

Coraz częściej mamy do czynienia z próbami nadawania sensu i racjonalnego tłumaczenia nieracjonalnych poglądów, postaw i ocen pochodzących ze środowisk tradycjonalistycznych o konserwatywnej, narodowo-religijnej proweniencji. W najbardziej niedorzecznych wypowiedziach i fantazjach snutych przez przedstawicieli ugrupowań politycznych, społecznych i związków wyznaniowych próbuje się poszukiwać jakiejś wartości, słuszności bądź racji, która nie musi mieć żadnego związku z obiektywna rzeczywistością. Wystarczy, że poprzez swoją prostotę i wyrazistość tworzy pozory diagnozy i wyjaśnienia, daje zrozumiałą receptę, kreuje spokój ducha i ufność „wyznawców”. Nazywają to „racjonalnością alternatywną” chyba tylko po to by zgłupieć dla ojczyzny kompletnie i pogrążyć się w kultywowaniu stereotypowych wyobrażeń o pełnym poświecenia i cierpień życiu Polaka-katolika, na którego czyhają tradycyjnie obcy, źli, nihiliści i ateiści, kapitaliści i modernizatorzy odpowiedzialni za zburzenie ich wizji świata i Polski. Niektórzy przedstawiciele kleru twierdzą nawet, że po Żydach i Niemcach Polacy zostali narodem wybranym mającym doprowadzić świat do szczęśliwego zbawienia. Jedynym chyba usprawiedliwieniem bezrozumnego stadnego poparcia dla rozgłaszanych bzdur jest w mojej ocenie skala zjawiska występującego już w różnych krajach należących do cywilizacji zachodu i będącego reakcją na strach i bezsilność wobec fali obcych kulturowo imigrantów oraz obecne tempo procesów modernizacyjnych.

Modernizacja, której początki związane były z rozwojem gospodarki rynkowej i powstaniem nowej klasy społecznej charakteryzowała się stałą i postępującą z biegiem czasu fragmentaryzacją instytucji społecznych i ich podziałem na coraz mniejsze i bardziej wyspecjalizowane jednostki oraz podziałem życia społecznego na odrębne sfery o odmiennych wartościach i zasadach funkcjonowania. Sfera działalności gospodarczej, aktywności publicznej czy działalności społecznej albo ochrony zdrowia stawała się coraz bardziej racjonalna, instrumentalna i zsekularyzowana pozostawiając sferze prywatnej emocje, przyjemności czy ogólnie szeroko pojętą duchowość. Steve Bruce w monografii „Fundamentalizm” Wyd. Sic! Warszawa 2011 r. str.27 pisze m. in. „Ponieważ funkcje społeczeństwa w coraz większym stopniu się różnicują, ludzie również stają się coraz bardziej podzieleni i żyją w coraz większej izolacji wobec siebie. Choć pod wieloma innymi względami się mylił, Karol Marks miał rację twierdząc, że wzrost gospodarczy stanowiący nieodłączny element modernizacji tworzy coraz większą liczbę coraz bardziej zróżnicowanych zawodów i sytuacji życiowych. Wspólnoty wiejskie grupowały niewielką liczbę osób na każdym etapie ich życia. Na wzór kolumny frakcjonującej w rafinerii chemicznej proces uprzemysłowienia oddzielał od siebie zajmujących podobną pozycję społeczną ludzi i gromadził ich w wielkich fabrykach. Wyłonieniu się klas społecznych, definiowanych w większym zakresie przez wykonywany zawód niż przez miejsce zajmowane przez nich w hierarchii feudalnej, towarzyszyło zwykle zaognienie konfliktu klasowego – z pewnością szła z nim w parze także izolacja klasowa. W społeczeństwach feudalnych panowie i słudzy żyli w bezpośredniej bliskości. Pan jechał konno, sługa szedł piechotą, lecz podróżowali razem. W społeczeństwach nowoczesnych sąsiedztwo ma wyraźnie i ściśle określoną klasową tożsamość, a nowoczesne pociągi mają przedziały pierwszej i drugiej klasy. Nowoczesność oznaczała również niekończące się przyspieszenie zmian. Przekonanie o istnieniu jedynego Boga, stworzyciela świata zarówno materialnego, jak i społecznego, jest najbardziej przekonywujące, jeśli struktura społeczna odzwierciedlająca ład świata ponadzmysłowego jest stosunkowo stabilna i trwała. Wraz z pojawieniem się coraz to nowych i liczniejszych ról społecznych oraz wzrostem społecznej ruchliwości, tradycyjne wspólnotowe koncepcje ładu moralnego i zaświatowego zaczynały ulegać rozpadowi. Skoro klasy stawały się coraz wyraźniej wyodrębnione i silniej od siebie oddzielone, każda z nich tworzyła własne wizje religijne, które były lepiej dopasowane do realizowanych przez nie interesów.”

KONGRES ŚWIECKOŚCI O KRUCJACIE ANTYABORCYJNEJ

Autor: Mirosław Woroniecki

W obecnej sytuacji politycznej Kongres Świeckości nie spodziewał się innego zakończenia losów projektu złagodzenia przepisów ustawy antyaborcyjnej niż miało to wczoraj miejsce. Chodzi jednak o to co stało się w Sejmie i co jest absolutnie niedopuszczalne jeżeli parlamentarne partie opozycyjne myślą poważnie o współpracy ze środowiskami obywatelskimi.

W naszej jednak ocenie problem tkwi zupełnie gdzie indziej, a mianowicie w podporządkowaniu świata parlamentarnej polityki aspiracjom i pretensjom Kościoła katolickiego do regulowania sposobu i stylu życia oraz wszelkiej aktywności obywateli jak to pisaliśmy w naszym apelu.

Nie można być jednocześnie przeciwko „pisiej” władzy i popierać roszczenia kościoła będącego w trwałej przyjaznej relacji z partią rządzącą.

Kongres Świeckości przypomina więc, że to Jan Paweł II rozpoczął krucjatę antyaborcyjną wydając w roku 1995 encyklikę Evangelium Vitae.

Dlaczego?

Dlatego, że rozpoczynał wówczas realizację planu tzw. „rechrystianizacji Europy”, w którym to planie Polska miała odegrać szczególną rolę jako nowy członek UE.

Wprowadzenie absolutnego zakazu możliwości rezygnacji z ciąży musiałoby być naturalną konsekwencją osadzenia planowanej wówczas konstytucji dla Europy w aksjologii chrześcijańskiej, a wdarcie się do systemów obowiązującego prawa w krajach europejskich gwarantowałoby, podobnie jak stało się to w Polsce, stopniowe przywracanie dominacji kościoła.

Z drugiej strony stwarzało doskonały cel mobilizacyjny dla systematycznie zmniejszającego się w Europie grona wyznawców, którzy otrzymali szczytny cel uzasadniający wszelkie najbardziej drastyczne i obrzydliwe działania, bo przecież chodzi o poszanowanie życia.

W rzeczywistości nie chodzi oczywiście o żadne życie tylko o podporządkowanie sobie mas plebejskich, bo przecież ludzie majętni mogą zupełnie obojętnie traktować jeszcze dzisiaj wszelkie zakazy.

Jeżeli natomiast zakaz dopuszczalności rezygnacji z ciąży zostanie obwarowany sankcjami karnymi to Polska stanie się „wyznaniowym państwem terrorystycznym”.

Prof. Tadeusz Bartoś: Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość i miłosierdzie

wywiad Gazeta.pl

Angelika Swoboda

Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli – uważa filozof.

Angelika Swoboda: Panie profesorze, nie ma pan wrażenia, że indoktrynacja Kościoła staje się powoli nieznośna? W szkołach organizuje się Bale Wszystkich Świętych, a prezydent i ministrowie wciąż się modlą.

Prof. Tadeusz Bartoś: – Wszystko zależy, jak się to nazwie. Pani mówi indoktrynacja, a Kościół katolicki powie ewangelizacja.

Nawet w świeckiej szkole, w świeckim państwie?

– Kościół katolicki w swej głębokiej strukturze ma charakter wykluczający. Mówi: „Tylko nasza religia jest prawdziwa, inne są fałszywe i nie dają zbawienia. Bez nas – wieczne potępienie”. Trzeba uwierzyć i ochrzcić się, a kto tego nie zrobi, ryzykuje strasznie. Katolicyzm w swej historii z reguły był nietolerancyjny, odrzucał inne religie. Pech chciał, że w IV wieku w Cesarstwie Rzymskim chrześcijaństwo stało się religią państwową. W ciągu dwóch wieków wyeliminowano wszystkie tradycyjne kulty, szkoły filozoficzne, poprzez zakazy, niszczenie świątyń, zabójstwa.

Kościół w całej swej historii nastawiony był na poszerzanie wpływów. Eufemistycznie nazywa się to dziś ewangelizacją. Prawodawstwa państw, gdzie silny jest katolicyzm, powinny mieć to na uwadze. W Polsce po 1989 roku opozycja, która budowała kształt nowego państwa, była – z uwagi na dobrą współpracę z lat 80. – związana, także towarzysko, z duchownymi. I najważniejszym postaciom opozycji bardzo trudno było odmówić prośbom duchownych. Nie widziano zagrożeń. W efekcie rząd Tadeusza Mazowieckiego wpuścił religię do szkół. Początkowo miało to być udostępnienie sal szkolnych, szybko jednak pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Księża poprosili, państwo dało.

A jak to wygląda dziś?

– Obecność duchownych w szkołach jest dysfunkcjonalna. To państwo w państwie. Dyrektor szkoły nie może wybrać i zatrudnić nauczyciela religii. On jest przysyłany z parafii, przez proboszcza. Dyrektor nie może więc też go zwolnić. Przysyłany z zewnątrz, jak w PRL-u, gdzie zawsze był z partyjnego nadania nauczyciel mający oko na całokształt. Taką funkcję bezwiednie przyjmuje duchowny.

Co ważne, program religii jest całkowicie poza kontrolą państwa. To jest rzecz kuriozalna. Katecheza obowiązuje już od przedszkola. To przedmiot mający największą liczbę godzin w systemie edukacji.

Wszystko to sprawia, że duchowny, nawet kiedy ma najlepsze intencje, zaczyna funkcjonować jako superwładza. Innym przykładem dominacji Kościoła w państwie jest konkordat. Wpisano tam wszystko, czego zażyczyli sobie biskupi. W rezultacie mamy zależność państwa polskiego od innego państwa, umocowaną do tego w konstytucji.

Co pan ma myśli?

– Zapisy w konkordacie są na niekorzyść państwa. To jednostronne zobowiązania Polski bez poważnych zobowiązań Watykanu. Zapisy komisji wspólnej przedstawicieli państwa i episkopatu (Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu PR i KEP powstała w 1949 roku. Reaktywowano ją w 1980 roku po podpisaniu porozumień gdańskich – red.) pokazują, że to biskupi dyktują warunki władzy państwowej. Wygląda to tak: biskupi mówią, że należy zrobić to czy tamto, a ministrowie uniżenie opowiadają, co się da i kiedy załatwić. To świetnie pokazuje strukturę zależności. Faktycznie hierarchowie kościelni mają wyższą pozycję niż władze państwa.

A preambuła w Konstytucji RP, która mówi: „My naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”? Ta formuła autorstwa Tadeusza Mazowieckiego jest formułą kościelną. To jest katolicka teologia, wzięta ze starszej tradycji oraz z nauczania Soboru Watykańskiego II o niewierzących. Osobliwa, wątpliwa, z punktu widzenia filozofii wręcz dziwaczna, religijna formuła jako wspólna podstawa dla narodu polskiego?

Przy takim uprzywilejowaniu jednej instytucji nie ma co się dziwić dominującym władczym zachowaniom duchownych. Jeśli dziś narzekamy, że politycy kłaniają się w pas księdzu Rydzykowi, to musimy sobie zdawać sprawę, że doszło do tego z powodu wadliwej konstrukcji prawnej naszego ustroju. A talenty biznesowe oraz wpływy księdza Rydzyka pozwoliły mu to umiejętnie wykorzystać.

Ta struktura jest pana zdaniem wystarczającym wytłumaczeniem na obecne zachowanie Kościoła?

– Tak. Ludzie, kiedy nie stawia się im granic, rozpuszczają się. Psują się. Kościół w Polsce jest zepsuty i rozpuszczony. Jest ponadpaństwowy. A politycy zależni w swych decyzjach są od opinii biskupów. Religia w krajach takich jak Polska ma olbrzymią siłę oddziaływania. Stąd potrzeba regulacji ograniczającej wpływy takiego kolosa, który ma pozycję jakby monopolistyczną w kwestii tego, jak myśleć w różnych sprawach, także dlatego, że argumentuje na poziomie dobra, zła, zbawienia, potępienia.

Dlatego na przykład w Stanach Zjednoczonych wprowadzono ograniczenia, duchowni różnych konfesji nie mogą wypowiadać się w kwestiach politycznych, jeśli nie chcą stracić ulg podatkowych. Gdyby podobne zapisy wprowadzono u nas w latach 90., żylibyśmy w innym kraju.

Ale nie żyjemy.

– I w związku z tym każdy, kto chce zostać wójtem czy prezydentem, musi najpierw pójść do proboszcza. Bo on ma największą ambonę i największą publiczność. A to oznacza, że właściwie proboszcz wybiera kandydata, a nie ludzie. To patologia.

Read More

Postępująca klerykalizacja państwa szansą obniżenia politycznej roli Kościoła katolickiego

Autor: Mirosław Woroniecki

Fatalny zbieg zwycięstwa wyborczego PiS z antyoświeceniową rewolucją religijną doznającą w Polsce narodowego wzmożenia w reakcji na bezradność świeckiej – jak na polskie warunki – władzy wobec realnych problemów społecznych doprowadził do trwałego podziału i zantagonizowania zwolenników obecnej władzy z tymi, którzy stojąc na gruncie demokratycznego państwa prawnego nie mogą akceptować burzenia dotychczasowego porządku konstytucyjnego. Wyborcza klęska koalicji rządowej w 2015 roku była nieunikniona i ściśle związana tak z rozpadem liberalno-konserwatywnego konsensusu popieranego przez SLD jak i brakiem zdolności partii lewicowych do współdziałania programowego i wyborczego. Zawłaszczenie liberalizmu i nadanie mu jednostronnie ekonomicznego wymiaru ,w którym nie człowiekowi  lecz rynkowi miała służyć wolność i jej gwarancje oraz ofensywa techno – scjentystycznego i konsumpcyjnego indywidualizmu odrzucanego nie tylko przez tradycjonalistyczna cześć społeczeństwa, ale i przez przeciętnych ludzi zwyczajnie zmęczonych nowoczesnością. Stworzyło to pożywkę dla rozwoju propozycji politycznych odrzucających korzystanie z wolności i odejścia od związanego z nią ryzyka, które reprezentowały środowiska zarówno radykalnych narodowców jak i radykalnych katolików. Niezależnie od tego czy zasadniczą przyczyną niezadowolenia części społeczeństwa był sposób realizowania transformacji gospodarczej i związane z tym patologie czy też pochód nowoczesności  techniczno-informacyjnej niosący za sobą zmiany obyczajowe, kulturowe i związaną z nimi możliwość demonstracji odmiennych stylów i sposobów życia to sprzeciw wobec konieczności sprostania nowoczesności zakwestionował skuteczność i trwałość procesu modernizacji Polski na wzór zachodnioeuropejskich demokracji.

Nowoczesność, która wdarła się do w przestrzeń tradycyjnej plebejskiej kultury, narzucana przez elity zapatrzone w zachodnie centra świeckiej modernizacji  musiała w efekcie wywołać konflikt, który podporządkował sobie wszystkie wcześniejsze spory polityczne redukując je zasadniczo do podziału na dwa wrogie obozy. Stopniowe pęcznienie konfliktu nie jest zresztą nowością zaczynająca bieg od zwycięstwa wyborczego Zjednoczonej Prawicy w 2015 roku. Jego przedsmakiem były rządy koalicji PiS-owskiej w latach 2005-7 . Doszło wtedy do wyartykułowania koncepcji IV Rzeczpospolitej niezbyt powszechnie akceptowanej chociażby przez Kościół katolicki i związane z nim siły społeczne czy umiarkowanie narodowe.  Miała ona przy tym raczej republikański rodowód pomimo ujawniających się tęsknot za państwem wyznaniowym w reakcji na istniejący jakoby deficyt religijności. Powrót do władzy elit kontynuujących neoliberalne rządy szczególnie w latach kryzysu ekonomicznego i związane z tym pogorszenie się sytuacji ekonomicznej ludności oraz tragiczna w skutkach katastrofa lotnicza nadała atrakcyjności politycznej propozycji PiS kanalizującej niezadowolenie społeczne tym bardziej, że do jej promocji włączyła się poza środowiskami Radia Maryja przeważająca część Kościoła katolickiego wchłaniając resentyment ludu wobec elit i formułując ostrze politycznego sporu poprzez przeciwstawienie religijnej wizji odbudowy kraju wszelkim świeckim lewicowym, liberalnym czy republikańskim  projektom politycznym.

Wykorzystanie specyfiki sytuacji w Polsce dla realizacji planów kościelnych nie jest autorską koncepcja polskich biskupów ani środowiska Radia Maryja. W mojej ocenie jest zespołowym produktem watykańskich hierarchów wyższego szczebla, którzy zdobywali doświadczenie w próbie realizacji idei Jana Pawła II re-chrystianizacji Europy m.in. poprzez wprowadzenie do dokumentów unijnych odwołania do istoty nadprzyrodzonej i roli religii w kształtowaniu cywilizacji europejskiej, co ze względu na stopień sekularyzacji państw zachodnich było z góry skazane na niepowodzenie. Tym razem wypracowali oni nie tylko projekt intelektualny lecz przede wszystkim metodę włączenia w realizacje swojego projektu szerokich mas ludowych pozostających praktykującymi katolikami przy wykorzystaniu sytuacji politycznej w tych państwach, w których odrzucenie i potępienie świeckiego ładu społecznego i politycznego było najbardziej prawdopodobne wobec słabości instytucji demokratycznych, silnej pozycji kościoła i aspiracji lokalnych polityków do przeprowadzenia rewolucyjnych przemian społecznych. Partia, która zdobyła władzę w Polsce była wręcz idealnym partnerem dla hierarchów kościelnych. Jej dążenie do całkowitego przekształcenia stosunków społecznych poprzez wymianę elit, zburzenie dotychczasowego porządku konstytucyjnego, a nawet etycznego i chęć stania się stabilną partia władzy konstytuującą nowe polityczne centrum musi opierać się na radykalnej doktrynie i doprowadzić do ukształtowania się jeszcze bardziej radykalnych środowisk by się nimi posłużyć w razie potrzeby w odpowiednio dogodny sposób. Organizowanie zatem życia w kraju na podstawie zasad wynikających z dogmatyki religijnej, a nie wedle wyników debaty publicznej czy ustaleń demokratycznych procedur było oczywiście pierwszym wyborem partii władzy i jednocześnie upragnionym wyborem dla Kościoła katolickiego. Religijna wizja państwa opracowana przez papieża Benedykta XVI – Josepha Ratzingera znana jako koncepcja państwa „pozytywnie laickiego” w przeciwieństwie do różnych odstręczających nazwą projektów republik wyznaniowych pozornie wydaje się ukłonem w stronę laickości państwa.

Państwo pozytywnie laickie wg. Ratzingera spełniało warunki przyjęcia jej przez państwa peryferyjne o słabo ugruntowanej demokracji poszukujące głębszego jej uzasadnienia w religijnym umocowaniu. Stało się wręcz idealnym instrumentem dla populistycznej narodowo-wyznaniowej partii dyktującej swoje warunki funkcjonowania państwa położonego cywilizacyjnie na obrzeżach Europy.  Przynajmniej werbalnie partia rządząca wobec braku możliwości wyrównania deficytów cywilizacyjnych dąży do ich skompensowania poczuciem wyjątkowości wynikającej z głoszonej przez Kościół katolicki w Polsce zasady powiązania niepodważalnej i absolutnej wartości kościoła pochodzącej z nadania boskiego z „katolicka tożsamością narodu polskiego” o czym pisze prof. Tomasz Polak w tekście „W co nas wciąga i co nam pożera polski Kościół ?” opublikowanym na stronie internetowej Medium Publicznego. Autor zwraca uwagę na fakt, że w przekazie kościelnym podobnie jak w nacjonalistycznej pisowni słowa „Naród” jest ono traktowane jako wartość absolutna, a zatem cierpienia i krzywdy doznane przez katolicki naród urastają do krzywd kluczowych dla świata. Dalej prof. Polak podnosi, że w takim ujęciu naród polski pojmowany  jako ucieleśnienie historycznej, kulturowej, cywilizacyjnej i politycznej misji chrześcijaństwa poradzi sobie z cywilizacyjnymi zagrożeniami lepiej niż inne narody i zdecyduje o zwycięstwie idei i społeczności katolickiej.

Read More

Wolność wyznania, a państwo neutralne światopoglądowo

Autor: Mirosław Woroniecki

Państwo wyznaniowe, państwo świeckie czy laickie czy też państwo neutralne światopoglądowo to nie są pojęcia powstałe jako wytwory teoretycznych rozważań lecz jako pojęcia potoczne, stopniowo zyskujące coraz większe znaczenie w prawie konstytucyjnym i wyznaniowym, a także jako terminy techniczne występujące w opracowaniach politologii współczesnej głównie  odnoszące się do problematyki bliskowschodniej i świata islamu. Do niedawna znaczenie tych pojęć w naukach politologicznych było kwestionowane jako pozbawione waloru ścisłego zdefiniowania, niedookreślone, różnorodne i wymagające stosowania opisów wskazujących elementy konieczne do wypełnienia ich treścią.  Indywidualizacja  zastosowanego opisu polegać musiała na przedstawieniu relacji pojęcia do badanego ustroju społeczno-politycznego, formy rządów i stanu świadomości społeczeństwa.  Obecnie także pojęcia te rozumiane są w nauce i polityce niejednolicie, chociaż w prawie konstytucyjnym i wyznaniowym treść poszczególnych pojęć , a przede wszystkim państwa świeckiego jako przeciwieństwa państwa wyznaniowego konstruowana jest w wielu państwach konsekwentnie poprzez orzecznictwo sądowe.

Potoczne rozumienie terminu „państwo świeckie” bliskie jest wprawdzie koncepcji prawnej określającej zakres i formy działania aparatu państwowego i instytucji publicznych w sprawach religijnych jako nie zaangażowane, ale często też w świadomości części społeczeństwa o światopoglądzie fideistycznym państwo świeckie rozumiane jest jako państwo antyreligijne. Jest to konsekwencją doświadczeń historycznych wynikających z angażowania się państw w prowadzenie polityki antyreligijnej przy równoczesnym głoszeniu własnych koncepcji filozoficznych  narzucanych instytucjom takich państw, funkcjonariuszom i obywatelom.

Na zmianę akcentów w charakterystyce państwa świeckiego wpłynęły dopiero rozwiązania prawne wyrażające interesy polityczne państw demokratycznych i dorobek orzecznictwa sądowego w tym przede wszystkim Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i sądownictwa luksemburskiego (obecnie TSUE).  Wyraża ono fundamentalna zasadę neutralności światopoglądowej państwa jako państwa nie anty- lecz areligijnego, a szerzej indyferentnego w zakresie poglądów, przekonań i postaw. Jak twierdzi dr Ryszard Małajny „Neutralność światopoglądowa państwa oznacza jego politykę polegającą na niepromowaniu ani też niedyskryminowaniu żadnych poglądów należących do tej sfery. Idzie tu zwłaszcza o poglądy filozoficzne i religijne. Tak pojmowana neutralność kojarzy się z obojętnością, brakiem zainteresowania, indyferentyzmem lub niezaangażowaniem. Prawdziwa neutralność nie może być zatem przyjazna lub nieprzyjazna, ścisła lub nieścisła, życzliwa bądź nie życzliwa, pełna względnie nie pełna itd. Takie twierdzenie polega na błędzie logicznym. Dany podmiot albo jest neutralny, albo nie – tertium non datur. Innymi słowy neutralność nie podlega kwalifikowaniu. Neutralność z przymiotnikiem będzie więc zawsze neutralnością w sensie fantazyjnym, ale nigdy w ścisłym tego słowa znaczeniu. Neutralność po to, aby była neutralnością realną, musi być jak najbardziej indyferentna.”

Read More

Konstytucja RP jako krok ku klerykalizacji kraju

Autor: Mirosław Woroniecki

Faktem jest, że jako kompromis sił politycznych zainteresowanych stworzeniem stabilnych fundamentów ustrojowych demokratycznego i praworządnego państwa konstytucja powstawała w bardzo trudnych warunkach. Sprzeciw Kościoła katolickiego oraz narodowo-wyznaniowych partii i organizacji dotyczył nie tylko braku Invocatio Dei i aksjologii wywiedzionej wprost z nauki Kościoła lecz także treści poszczególnych propozycji rozwiązań konstytucyjnych.

1. Przede wszystkim w obowiązującej konstytucji zwraca uwagę obszerność tematyki religijnej nie spotykana w konstytucjach innych państw europejskich i poza europejskich. Zadeklarowana w preambule wspólnota pamięci i kultury zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie i ogólnoludzkich wartościach w zestawieniu z podziałem społeczeństwa na wierzących i niewierzących, również nie jest spotykana na gruncie innych rozwiązań konstytucyjnych. Określenia przez autorów projektu konstytucji atrybutów boskich w postaci : prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna  podzielanych przez wierzących i niewierzących  stwarza wyraźny przechył w stronę konfesyjnego źródła wartości konstytucyjnych. Problematyczne jest umocowanie teologiczne twórców konstytucji do określania kim czy czym jest Bóg –jak słusznie zauważał w trakcie dyskusji nad projektem prof. Michał Pietrzak , ale również problematyczne jest deklarowanie jako wspólnych wartości takich które wypełniane są niejednolicie pojmowaną treścią stanowią źródła konfliktów. Podzielenie społeczeństwa pod względem światopoglądowym na wierzącą i niekonfesyjną część stanowiło otwarcie możliwości zróżnicowania praw obu tych grup w zależności od praktyki politycznej rządzących. Tak to już jest że w wypadku normatywnego rozróżnienia i nazwania jakiegoś zjawiska czy grupy społecznej to zróżnicowanie wypełnia się treścią często niezamierzona przez ustawodawcę.

2. Kształt regulacji konstytucyjnej kwestii religijnych w przeważającej części ma wymiar instytucjonalny i dotyczy relacji pomiędzy państwem, a kościołem natomiast wymiar indywidualny wynikający z pierwotnej zasady wolości myśli, sumienia i wyznania uwzględniony jest w mniejszym stopniu. Zasada kolektywnych wolności religijnych jako zasada wtórna powinna wynikać z wolności pierwotnej i kształtować ją stosownie szeroko zgodnie z treścią nadawaną przez regulacje międzynarodowe tj. np. Europejską Konwencje Praw Człowieka. Tymczasem w Konstytucji RP relacje kościołów i związków wyznaniowych z władzą zostały unormowane w przepisie art.25  umieszczonego w Rozdziale I zatytułowanym Rzeczpospolita i poświęconym państwu i jego instytucjom z czego niektórzy teoretycy prawa wyznaniowego wyprowadzają słuszny pogląd, że w ten sposób kościołom i związkom wyznaniowym nadano atrybut instytucji państwowych odrywając się od ich wspólnotowego i metafizycznego charakteru. Jednocześnie  pierwotną zasadę wolności myśli, sumienia i wyznania okrojono w przepisie art.53 ust.1 do wolności sumienia i wyznania, a w ust. 2 sprowadzono do wolności wyznawania i przyjmowania religii według własnego wyboru oraz jej uprawiania i uzewnętrzniania. Dalsze przepisy tego artykułu poświęcone są zresztą zapewnieniu praw do wychowania religijnego dzieci, nauczania religii i gwarancjom jej uzewnętrzniania z niewielka koncesją na rzecz zapobieżenia zmuszaniu do uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w praktykach religijnych jak też ujawniania swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania. W ten sposób niekonfesyjna część społeczeństwa teoretycznie została obdarzona wolnością nieujawniania swojego sceptycyzmu wobec wiary i możliwością odmowy uczestniczenia w praktykach religijnych.

3. 25 konstytucji w przepisie ust. 1 ustanawia dyrektywę polityki wyznaniowej organów władz publicznych ujętą w zasadę równouprawnienia związków wyznaniowych , a ust. 2 formułuje postulat bezstronności czy raczej neutralności światopoglądowej państwa jeżeli bezstronność rozumiemy jako synonim neutralności. Nie jest to neutralność bezwzględna i bynajmniej nie dotyczy neutralności aksjologicznej prawa lecz jedynie sposobu traktowania różnorodnych postaw i przekonań przez władzę publiczną przy zapewnieniu swobody ich wyrażania. Istota tego przepisu sprowadza się zresztą do zagwarantowania możliwości uzewnętrzniania przekonań religijnych, obecności i eksponowania symboli religijnych w przestrzeni publicznej co bywa odbierane przez niekonfesyjną czy szerzej niekatolicką część społeczeństwa jako forma przemocy symbolicznej, opresji. Brak jest oczywiście postanowienia o oddzieleniu kościoła od państwa bo i koncepcja współpracy zakłada mniej lub bardziej ścisły związek.

Read More

Klerykalizm w Polsce jako praktyka polityczna

Autor: Mirosław Woroniecki

Od lat dziewięćdziesiątych relacje Kościoła katolickiego z państwem budzą uzasadnione wątpliwości zarówno części społeczeństwa, która nie podziela poglądu o jednorodnej tj. narodowo-wyznaniowej tożsamości Polaków uzasadniającej szczególną pozycje i uprzywilejowanie kościoła.  Zadziwiające połączenie szczególnej pozycji prawnej zawarowanej w obowiązującej Konstytucji RP z 1997 roku oraz w szeregu regulacjach  prawnych dotyczących m.in. finansowania instytucji kościelnych jak szkoły wyższe czy składki na ubezpieczenie społeczne księży, przepisach podatkowych i hojnych wynagrodzeniach dla katechetów w systemie edukacji publicznej, wojsku, policji itd. – żeby wymienić tylko niektóre z rażących przykładów uprzywilejowania łączy się z nadgorliwością instytucji państwowych i samorządowych w  spełnianiu różnych aspiracji zarówno kościoła instytucjonalnego jak i jego przedstawicieli. W efekcie panuje powszechne przekonanie, że nie warto narażać się kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka jego nad obecności w sferze publicznej podobnie jak krytyka religii musi zakończyć się porażką dla podnoszących te kwestie podmiotów. Wymiar praktyczny takiej sytuacji to całkowity brak jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze  strony państwa dla organizacji obywatelskich, których celem byłoby propagowanie świeckości albo światopoglądu racjonalistycznego w przeciwieństwie do różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędna wobec wszelkich innych instytucji pozycją kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie niegodziwości jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia.  Tak  stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która  hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała kościołowi majątek państwowy i samorządowy. Dzisiaj tylko nieliczne i słabo słyszalne głosy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej  czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i kościołem uzasadniają w pełni tezę postawioną przez organizatorów Kongresu Świeckości, który odbędzie się w Warszawie w dniach 21-22.10.br. o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego gracza będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej.

Sytuacja taka jest wynikiem tolerowania stałej gotowości polityków różnych opcji sprawujących władzę po 1989 roku do akceptacji szczególnej pozycji i rangi kościoła dopuszczonego do  współdecydowania o bieżących sprawach kraju, które sprowadzało się nie tylko do uzgadniania treści fundamentalnych, ustrojowych aktów prawnych, ale i pozwalało stronie kościelnej nieustannie zgłaszać różnego rodzaju mniej lub bardziej uzasadnione roszczenia finansowe, ingerować  w zakres praw obywatelskich w tym wynikających z  członkostwa w Unii Europejskiej jak Karta Praw Podstawowych, prawa kobiet czy prawa reprodukcyjne, aż do uzyskania dzięki obecnej władzy praktycznie pełnej wyłączności w kształtowaniu wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa. Przyjęcie w art. 25 ust.3 Konstytucji koncepcji współdziałania państwa z kościołem we wszystkich praktycznie sprawach państwowych ( dla dobra człowieka i dobra wspólnego) znalazło dzisiaj swój najszerszy wyraz  w politycznym współdziałania partii rządzącej z większością kleru, forsowania interesów kościoła przez partie rządzącą i organizowaniem poparcia społecznego dla tej partii przez przeważającą część księży parafialnych, Episkopat i organizacje około kościelne.

Read More

Konkordat – droga ku państwu wyznaniowemu.

Autor: Mirosław Woroniecki

28 lipca 1993 roku minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski podpisał  umowę międzynarodową zawartą pomiędzy rządem RP, a Państwem Watykańskim zwaną niesłusznie Konkordatem. Historycznie tym mianem określano bowiem prawo partykularne nadawane przez papieża danemu terytorium państwowemu na prośbę władcy i za zobowiązaniem tego władcy do jego przestrzegania. Powstałe w 1929 roku w wykonaniu traktatów laterańskich zawartych przez papiestwo z rządem Mussoliniego Państwo Watykańskie nie ma zatem umocowania do narzucania swoich norm prawnych lecz co najwyżej może je negocjować z poszczególnymi zainteresowanymi rządami i nadawać im formę umowy międzynarodowej.  Taka praktyka była zastosowana przez rząd RP pod kierownictwem Hanny Suchockiej. Podpisując umowę Skubiszewski reprezentował rząd, któremu wyrażono wotum nieufności już w dniu 31 maja 1993 roku i który istniał jedynie z woli prezydenta Wałęsy. Wałęsa mając do wyboru przyjęcie dymisji rządu albo rozwiązanie Sejmu wybrał drugie rozwiązanie pozwalające utrzymać ekipę rządową przy władzy. Rząd Hanny Suchockiej miał więc czas i możliwość dokończenia negocjacji i podpisania Konkordatu . Uczynił to w warunkach obowiązywania utrzymanych w mocy postanowieniem art. 27 tzw. małej konstytucji przepisów Konstytucji z 1952 roku, które stanowiły w art. 70 ust 2 ,że sytuację prawną kościoła regulują ustawy, a więc nie dopuszczały w tym zakresie umowy międzynarodowej.

W tej sytuacji  rząd RP naruszył nie tylko dobre obyczaje lecz przede wszystkim postąpił wbrew wyraźnym normom konstytucyjnym zupełnie świadomie i z premedytacją naruszając prawo. Postąpił tak wobec spodziewanego zagrożenia zwycięstwem lewicy w nadchodzących wyborach. Z jednej strony oczywiście chodziło mu o zagwarantowanie interesów kościoła, a z drugiej o potencjalne wprowadzenie lewicy w ewidentny konflikt z Watykanem, co było nie do pomyślenia ze względu na osobę ówczesnego papieża. Był to szczególnie rażący przykład lekceważenia zasady legalizmu nakazującej organom władzy publicznej ścisłe stosowanie się do obowiązujących przepisów i działanie tylko w takim zakresie w jakim jest ono dopuszczalne norma prawną.

Zawarta umowa (Konkordat) stworzył kościołowi solidne podstawy do sięgania po coraz to nowe koncesje ze strony państwa oraz powiększała wydatnie możliwość realizacji tak aspiracji ekonomicznych jak i panowania w sferze światopoglądowej poprzez wpływ na wychowanie, edukację, stałą obecność w sferze publicznej i w środkach masowego przekazu zobowiązanych do przestrzegania w przekazie tzw. wartości chrześcijańskich.

Rozszerzanie ustaleń konkordatowych stało się praktyka rządzących jeszcze przed ratyfikacją umowy w 1998 roku, a w latach następnych było jawnie nadużywane jak chociażby w wypadku przyznania w 2006 roku dofinansowanie dla papieskich wydziałów teologicznych Podstawę do takich działań wywodzono niesłusznie  jedynie z dopuszczenia w umowie możliwości  rozważenia przez władzę jakiegoś finansowania,  a nie z obowiązku prawnego państwa, które podjęło się takiego zadania jedynie w odniesieniu do wybranych uczelni katolickich jak  KUL oraz Papieska Akademia Teologiczna.