Mirosław Woroniecki: Kongres Świeckości o krucjacie antyaborcyjnej

Mirosław Woroniecki, 11 stycznia 2018

W obecnej sytuacji politycznej Kongres Świeckości nie spodziewał się innego zakończenia losów projektu złagodzenia przepisów ustawy antyaborcyjnej niż miało to wczoraj miejsce. Chodzi jednak o to co stało się w Sejmie i co jest absolutnie niedopuszczalne jeżeli parlamentarne partie opozycyjne myślą poważnie o współpracy ze środowiskami obywatelskimi.

W naszej jednak ocenie problem tkwi zupełnie gdzie indziej, a mianowicie w podporządkowaniu świata parlamentarnej polityki aspiracjom i pretensjom Kościoła katolickiego do regulowania sposobu i stylu życia oraz…

przeczytaj więcej

Prof. Tadeusz Bartoś: Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość i miłosierdzie

źródło: Gazeta.pl, Angelika Swoboda (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli – uważa filozof.

Angelika Swoboda: Panie profesorze, nie ma pan wrażenia, że indoktrynacja Kościoła staje się powoli nieznośna? W szkołach organizuje się Bale Wszystkich Świętych, a prezydent i ministrowie wciąż się modlą.

Prof. Tadeusz Bartoś: – Wszystko zależy, jak się to nazwie. Pani mówi indoktrynacja, a Kościół katolicki powie ewangelizacja.

Nawet w świeckiej szkole, w świeckim państwie?

– Kościół katolicki w swej głębokiej strukturze ma charakter wykluczający. Mówi: „Tylko nasza religia jest prawdziwa, inne są fałszywe i nie dają zbawienia. Bez nas – wieczne potępienie”. Trzeba uwierzyć i ochrzcić się, a kto tego nie zrobi, ryzykuje strasznie. Katolicyzm w swej historii z reguły był nietolerancyjny, odrzucał inne religie. Pech chciał, że w IV wieku w Cesarstwie Rzymskim chrześcijaństwo stało się religią państwową. W ciągu dwóch wieków wyeliminowano wszystkie tradycyjne kulty, szkoły filozoficzne, poprzez zakazy, niszczenie świątyń, zabójstwa.

Kościół w całej swej historii nastawiony był na poszerzanie wpływów. Eufemistycznie nazywa się to dziś ewangelizacją. Prawodawstwa państw, gdzie silny jest katolicyzm, powinny mieć to na uwadze. W Polsce po 1989 roku opozycja, która budowała kształt nowego państwa, była – z uwagi na dobrą współpracę z lat 80. – związana, także towarzysko, z duchownymi. I najważniejszym postaciom opozycji bardzo trudno było odmówić prośbom duchownych. Nie widziano zagrożeń. W efekcie rząd Tadeusza Mazowieckiego wpuścił religię do szkół. Początkowo miało to być udostępnienie sal szkolnych, szybko jednak pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Księża poprosili, państwo dało.

A jak to wygląda dziś?

– Obecność duchownych w szkołach jest dysfunkcjonalna. To państwo w państwie. Dyrektor szkoły nie może wybrać i zatrudnić nauczyciela religii. On jest przysyłany z parafii, przez proboszcza. Dyrektor nie może więc też go zwolnić. Przysyłany z zewnątrz, jak w PRL-u, gdzie zawsze był z partyjnego nadania nauczyciel mający oko na całokształt. Taką funkcję bezwiednie przyjmuje duchowny.

Co ważne, program religii jest całkowicie poza kontrolą państwa. To jest rzecz kuriozalna. Katecheza obowiązuje już od przedszkola. To przedmiot mający największą liczbę godzin w systemie edukacji.

Wszystko to sprawia, że duchowny, nawet kiedy ma najlepsze intencje, zaczyna funkcjonować jako superwładza. Innym przykładem dominacji Kościoła w państwie jest konkordat. Wpisano tam wszystko, czego zażyczyli sobie biskupi. W rezultacie mamy zależność państwa polskiego od innego państwa, umocowaną do tego w konstytucji.

Co pan ma myśli?

– Zapisy w konkordacie są na niekorzyść państwa. To jednostronne zobowiązania Polski bez poważnych zobowiązań Watykanu. Zapisy komisji wspólnej przedstawicieli państwa i episkopatu (Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu PR i KEP powstała w 1949 roku. Reaktywowano ją w 1980 roku po podpisaniu porozumień gdańskich – red.) pokazują, że to biskupi dyktują warunki władzy państwowej. Wygląda to tak: biskupi mówią, że należy zrobić to czy tamto, a ministrowie uniżenie opowiadają, co się da i kiedy załatwić. To świetnie pokazuje strukturę zależności. Faktycznie hierarchowie kościelni mają wyższą pozycję niż władze państwa.

A preambuła w Konstytucji RP, która mówi: „My naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”? Ta formuła autorstwa Tadeusza Mazowieckiego jest formułą kościelną. To jest katolicka teologia, wzięta ze starszej tradycji oraz z nauczania Soboru Watykańskiego II o niewierzących. Osobliwa, wątpliwa, z punktu widzenia filozofii wręcz dziwaczna, religijna formuła jako wspólna podstawa dla narodu polskiego?

Przy takim uprzywilejowaniu jednej instytucji nie ma co się dziwić dominującym władczym zachowaniom duchownych. Jeśli dziś narzekamy, że politycy kłaniają się w pas księdzu Rydzykowi, to musimy sobie zdawać sprawę, że doszło do tego z powodu wadliwej konstrukcji prawnej naszego ustroju. A talenty biznesowe oraz wpływy księdza Rydzyka pozwoliły mu to umiejętnie wykorzystać.

Ta struktura jest pana zdaniem wystarczającym wytłumaczeniem na obecne zachowanie Kościoła?

– Tak. Ludzie, kiedy nie stawia się im granic, rozpuszczają się. Psują się. Kościół w Polsce jest zepsuty i rozpuszczony. Jest ponadpaństwowy. A politycy zależni w swych decyzjach są od opinii biskupów. Religia w krajach takich jak Polska ma olbrzymią siłę oddziaływania. Stąd potrzeba regulacji ograniczającej wpływy takiego kolosa, który ma pozycję jakby monopolistyczną w kwestii tego, jak myśleć w różnych sprawach, także dlatego, że argumentuje na poziomie dobra, zła, zbawienia, potępienia.

Dlatego na przykład w Stanach Zjednoczonych wprowadzono ograniczenia, duchowni różnych konfesji nie mogą wypowiadać się w kwestiach politycznych, jeśli nie chcą stracić ulg podatkowych. Gdyby podobne zapisy wprowadzono u nas w latach 90., żylibyśmy w innym kraju.

Ale nie żyjemy.

– I w związku z tym każdy, kto chce zostać wójtem czy prezydentem, musi najpierw pójść do proboszcza. Bo on ma największą ambonę i największą publiczność. A to oznacza, że właściwie proboszcz wybiera kandydata, a nie ludzie. To patologia.

Czy Kościół mający tak dużą ambonę nie mógłby zatem potępić ONR-u?

– Ale przecież ONR jest organizacją sprzyjającą Kościołowi. Toż to zagubione dzieci Boże. Wróćmy to tego, co powiedziałem na początku – istotą Kościoła jest poddanie wszystkiego sobie. To idea religijna, wszystko ma być poddane Bogu, Chrystusowi i jego ziemskiemu reprezentantowi – Kościołowi katolickiemu. Na tym polega zbawienie.

Nauczanie o miłosierdziu, o dobroci to elementy kościelnego marketingu, aktywności wizerunkowej. Pani pewnie też ma w głowie obraz Kościoła jako oazy dobroci i miłości. To efekt zabiegów propagandowych, a nie stan faktyczny. Celem jest ewangelizacja, czyli poszerzanie wpływów, narracja o miłości bliźniego jest środkiem do celu. Narzędziem. Dlatego dobrze, że są papież Franciszek czy siostra Chmielewska, a nawet ksiądz Stryczek. Bo to korzystne wizerunkowo.

Ale to nie znaczy, że istotą Kościoła jest pomoc ubogim. Ani tym bardziej tolerancja. Kościół od samego początku jest nietolerancyjny, chce, by jego idee stawały się prawem państwowym, jeśli tylko to możliwe. Podam przykład – na Malcie, kraju katolickim, na początku XXI wieku toczył się spór o legalizację rozwodów w prawie państwowym. Za utrzymaniem zakazu stała cała hierarchia, kardynałowie z Watykanu. Silny lobbing. Wniosek: jeśli całkowity zakaz rozwodów byłby do pomyślenia w Polsce, w Niemczech, Hiszpanii czy Francji, hierarchia, począwszy od presji Watykanu, chciałaby go wprowadzić. Tak jak chciała utrzymać go na Malcie. Jest to na szczęście dziś nie do pomyślenia.

Choć w Polsce jest do pomyślenia wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, o co walczy hierarchia katolicka, która przecież, co oczywiste, jest instruowana przez Watykan. Obce państwo, do tego liche, po cichu, nie tak jak Unia Europejska, chce pisać prawo w naszym kraju. I to jest wstawanie z kolan? Zasady katolickie mają być prawem państwowym – to jest naczelna strategia. Poszerzanie wpływów, zawsze w miarę możliwości. Kościół katolicki to instytucja ekspansywna i dominująca: ciągle bada granice, jak daleko może się posunąć.

Dlatego duchowni nigdy nie potępią ONR, bo nietolerancja tej organizacji doskonale się wpisuje w strategię Kościoła?

– Przecież nie może krytykować swoich stronników. To jest nielogiczne. Oczekiwanie tego od polskiego episkopatu wynika z fałszywego wyobrażenia, że Kościół katolicki reprezentuje jakieś wyższe wartości. On o nich mówi, ale to są tylko narzędzia, a nie cel. Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli. W tym duchu Mateusz Morawiecki niedawno martwił się, że na Zachodzie kościoły puste, mówił, że chce rechrystianizacji Europy. Czyli odnowienia pozycji i wpływów Kościoła katolickiego. Liberalnie myślący człowiek powiedziałby: chcą chodzić do kościoła, to dobrze, nie chcą – ich sprawa. Ale nie Mateusz Morawiecki. Czy chce decydować o sposobie życia ludzi w Paryżu? Cóż. Uważa się naszego premiera za utalentowanego marketingowca. I rzeczywiście! Choć nie o mszę w Paryżu mu chodzi, ale o modelowanie swojego wizerunku w kraju.

Co pan czuł, widząc różaniec okalający Polskę, a potem ten odmawiany w Słupsku w intencji nawrócenia Roberta Biedronia?

– Sama pani widzi, jak bardzo się to zgadza z tym, co mówię. Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość, miłosierdzie, dobra życzenie. Polskę chce spętać różańcem, magicznie chronić przed zewnętrznym i wewnętrznym wrogiem, który czyha. A może nasz nowy premier myśli, że ludzie, jak nie chodzą do kościoła, to wylądują w piekle? Może martwi się o nich i chce ich uratować?

Czy to są szczere emocje czy wyrachowanie?

– U najlepszych marketingowców szczere emocje łączą się z wyrachowaniem w jedną nierozerwalną całość. Szczerość, silna wiara podnosi skuteczność oddziaływania. Mówi się, że wiara góry przenosi.

Ostatnio spada jednak liczba chrztów, a coraz więcej uczniów rezygnuje z religii i wybiera etykę. Nie powinno to być dla Kościoła niepokojące?

– Jako instytucja ekspansywna, dążąca do podporządkowania świata Bożemu Królestwu, czyli sobie, Kościół może się lekko niepokoić, ale bez przesady. W dalszym ciągu większość Polaków jest poddawana religijnej formacji od dziecka, ich dusze zatruwane są uzależniającym jadem poczucia winy. Póki co kościelna instytucja jest u nas prawie wszechobecna. Mało co się otwiera, żeby nie było tam księdza z kropidłem, a państwowe uroczystości bez mszy wydają się jakąś zupełną abstrakcją.

Zatem Kościół może spać spokojnie?

– Ludzie, których celem jest zwiększanie wpływów, nigdy nie powinni spać spokojnie. Czuwajcie i módlcie się – mówi Pismo. Taki jest los sprzedawców. Zresztą wszelkiego typu produktów, także tych religijnych. Dobrze wiedzą to bankierzy, a już na pewno pan premier Morawiecki – do niedawna król sprzedawców produktów bankowych – którzy ciągle muszą wymyślać nowe rzeczy, by podnosić wyniki.

Niemniej obecna pozycja polskiego Kościoła jest niezagrożona. Duchowni mogą bez przeszkód uczestniczyć w politycznej grze. I to robią.

Tadeusz Bartoś. Filozof i teolog. Profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

Mirosław Woroniecki: Postępująca klerykalizacja państwa szansą obniżenia politycznej roli Kościoła katolickiego

Mirosław Woroniecki, 15 listopada 2017

Fatalny zbieg zwycięstwa wyborczego PiS z antyoświeceniową rewolucją religijną doznającą w Polsce narodowego wzmożenia w reakcji na bezradność świeckiej – jak na polskie warunki – władzy wobec realnych problemów społecznych doprowadził do trwałego podziału i zantagonizowania zwolenników obecnej władzy z tymi, którzy stojąc na gruncie demokratycznego państwa prawnego nie mogą akceptować burzenia dotychczasowego porządku konstytucyjnego. Wyborcza klęska koalicji rządowej w 2015 roku była nieunikniona i ściśle związana tak z rozpadem liberalno-konserwatywnego konsensusu popieranego przez SLD jak i brakiem zdolności partii lewicowych do współdziałania programowego i wyborczego. Zawłaszczenie liberalizmu i nadanie mu jednostronnie ekonomicznego wymiaru ,w którym nie człowiekowi  lecz rynkowi miała służyć wolność i jej gwarancje oraz ofensywa techno – scjentystycznego i konsumpcyjnego indywidualizmu odrzucanego nie tylko przez tradycjonalistyczna cześć społeczeństwa, ale i przez przeciętnych ludzi zwyczajnie zmęczonych nowoczesnością. Stworzyło to pożywkę dla rozwoju propozycji politycznych odrzucających korzystanie z wolności i odejścia od związanego z nią ryzyka, które reprezentowały środowiska zarówno radykalnych narodowców jak i radykalnych katolików. Niezależnie od tego czy zasadniczą przyczyną niezadowolenia części społeczeństwa był sposób realizowania transformacji gospodarczej i związane z tym patologie czy też pochód nowoczesności  techniczno-informacyjnej niosący za sobą zmiany obyczajowe, kulturowe i związaną z nimi możliwość demonstracji odmiennych stylów i sposobów życia to sprzeciw wobec konieczności sprostania nowoczesności zakwestionował skuteczność i trwałość procesu modernizacji Polski na wzór zachodnioeuropejskich demokracji.

Nowoczesność, która wdarła się do w przestrzeń tradycyjnej plebejskiej kultury, narzucana przez elity zapatrzone w zachodnie centra świeckiej modernizacji  musiała w efekcie wywołać konflikt, który podporządkował sobie wszystkie wcześniejsze spory polityczne redukując je zasadniczo do podziału na dwa wrogie obozy. Stopniowe pęcznienie konfliktu nie jest zresztą nowością zaczynająca bieg od zwycięstwa wyborczego Zjednoczonej Prawicy w 2015 roku. Jego przedsmakiem były rządy koalicji PiS-owskiej w latach 2005-7 . Doszło wtedy do wyartykułowania koncepcji IV Rzeczpospolitej niezbyt powszechnie akceptowanej chociażby przez Kościół katolicki i związane z nim siły społeczne czy umiarkowanie narodowe.  Miała ona przy tym raczej republikański rodowód pomimo ujawniających się tęsknot za państwem wyznaniowym w reakcji na istniejący jakoby deficyt religijności. Powrót do władzy elit kontynuujących neoliberalne rządy szczególnie w latach kryzysu ekonomicznego i związane z tym pogorszenie się sytuacji ekonomicznej ludności oraz tragiczna w skutkach katastrofa lotnicza nadała atrakcyjności politycznej propozycji PiS kanalizującej niezadowolenie społeczne tym bardziej, że do jej promocji włączyła się poza środowiskami Radia Maryja przeważająca część Kościoła katolickiego wchłaniając resentyment ludu wobec elit i formułując ostrze politycznego sporu poprzez przeciwstawienie religijnej wizji odbudowy kraju wszelkim świeckim lewicowym, liberalnym czy republikańskim  projektom politycznym.

Wykorzystanie specyfiki sytuacji w Polsce dla realizacji planów kościelnych nie jest autorską koncepcja polskich biskupów ani środowiska Radia Maryja. W mojej ocenie jest zespołowym produktem watykańskich hierarchów wyższego szczebla, którzy zdobywali doświadczenie w próbie realizacji idei Jana Pawła II re-chrystianizacji Europy m.in. poprzez wprowadzenie do dokumentów unijnych odwołania do istoty nadprzyrodzonej i roli religii w kształtowaniu cywilizacji europejskiej, co ze względu na stopień sekularyzacji państw zachodnich było z góry skazane na niepowodzenie. Tym razem wypracowali oni nie tylko projekt intelektualny lecz przede wszystkim metodę włączenia w realizacje swojego projektu szerokich mas ludowych pozostających praktykującymi katolikami przy wykorzystaniu sytuacji politycznej w tych państwach, w których odrzucenie i potępienie świeckiego ładu społecznego i politycznego było najbardziej prawdopodobne wobec słabości instytucji demokratycznych, silnej pozycji kościoła i aspiracji lokalnych polityków do przeprowadzenia rewolucyjnych przemian społecznych. Partia, która zdobyła władzę w Polsce była wręcz idealnym partnerem dla hierarchów kościelnych. Jej dążenie do całkowitego przekształcenia stosunków społecznych poprzez wymianę elit, zburzenie dotychczasowego porządku konstytucyjnego, a nawet etycznego i chęć stania się stabilną partia władzy konstytuującą nowe polityczne centrum musi opierać się na radykalnej doktrynie i doprowadzić do ukształtowania się jeszcze bardziej radykalnych środowisk by się nimi posłużyć w razie potrzeby w odpowiednio dogodny sposób. Organizowanie zatem życia w kraju na podstawie zasad wynikających z dogmatyki religijnej, a nie wedle wyników debaty publicznej czy ustaleń demokratycznych procedur było oczywiście pierwszym wyborem partii władzy i jednocześnie upragnionym wyborem dla Kościoła katolickiego. Religijna wizja państwa opracowana przez papieża Benedykta XVI – Josepha Ratzingera znana jako koncepcja państwa „pozytywnie laickiego” w przeciwieństwie do różnych odstręczających nazwą projektów republik wyznaniowych pozornie wydaje się ukłonem w stronę laickości państwa.

Państwo pozytywnie laickie wg. Ratzingera spełniało warunki przyjęcia jej przez państwa peryferyjne o słabo ugruntowanej demokracji poszukujące głębszego jej uzasadnienia w religijnym umocowaniu. Stało się wręcz idealnym instrumentem dla populistycznej narodowo-wyznaniowej partii dyktującej swoje warunki funkcjonowania państwa położonego cywilizacyjnie na obrzeżach Europy.  Przynajmniej werbalnie partia rządząca wobec braku możliwości wyrównania deficytów cywilizacyjnych dąży do ich skompensowania poczuciem wyjątkowości wynikającej z głoszonej przez Kościół katolicki w Polsce zasady powiązania niepodważalnej i absolutnej wartości kościoła pochodzącej z nadania boskiego z „katolicka tożsamością narodu polskiego” o czym pisze prof. Tomasz Polak w tekście „W co nas wciąga i co nam pożera polski Kościół ?” opublikowanym na stronie internetowej Medium Publicznego. Autor zwraca uwagę na fakt, że w przekazie kościelnym podobnie jak w nacjonalistycznej pisowni słowa „Naród” jest ono traktowane jako wartość absolutna, a zatem cierpienia i krzywdy doznane przez katolicki naród urastają do krzywd kluczowych dla świata. Dalej prof. Polak podnosi, że w takim ujęciu naród polski pojmowany  jako ucieleśnienie historycznej, kulturowej, cywilizacyjnej i politycznej misji chrześcijaństwa poradzi sobie z cywilizacyjnymi zagrożeniami lepiej niż inne narody i zdecyduje o zwycięstwie idei i społeczności katolickiej.

Motorem tego marszu po zwycięstwo ma stać się tożsamość narodowa będąca źródłem siły i wzrostu znaczenia polski na arenie międzynarodowej. Zawartość tożsamości narodowej stanowi historyczny depozyt szczególnego rodzaju misji realizowanej w przywiązaniu do religii i tradycji, bezkrytyczna znajomość nie kontrowersyjnych  dziejów narodu wybranego i duma z faktu do niego przynależności. Charakterystyczną próba sformułowania  narodowo – wyznaniowej koncepcji współczesnego państwa wyznaniowego, o której wcześniej zostało wspomniane miała miejsce już w czasie pierwszego okresu rządów koalicyjnych z udziałem PiS-u. Obecny minister prezydencki Krzysztof Szczerski otwarcie wyłożył zasady takiego państwa w artykule opublikowanym w piśmie „Presje” nr 5 z 2005 r. pt. „Polska – republika wyznaniowa”. Ustrój kraju miał realizować zasady radykalizmu ewangelicznego przeciwstawionego – jak pisał- uzurpacji rozszalałej demokracji, a w organach przedstawicielskich o ograniczonych kompetencjach mieli zasiadać przedstawiciele kleru. Podobnie jak inni autorzy zamieszczeni w tym periodyku reprezentujący tzw. „duchowość religijną” konstruujący modele państwa PiS w sposób oczywisty inspirował się endecka myślą narodową Dmowskiego wzbogacając ją o wyższy stopień religijnego radykalizmu zgodnie z obserwowanymi od początku obecnego wieku tendencjami upolityczniania wszystkich monoteistycznych religii.

Wracając jednak do narzucania państwom peryferyjnym religijnych koncepcji politycznej organizacji państwa należy przywołać za prof. Zbigniewem Mikołejko szeroko omawiana przez tego uczonego pracę Georgesa Szazrsezi  – „Teodemokracja czyli pokusa peryferii”.

Twierdzi on mianowicie, że w pewnych państwach peryferyjnych jak np. Gruzja, Izrael czy Polska objawia się przeświadczenie, że demokracja nie jest wartością autonomiczną i wymaga uzasadnienia w szerszym porządku wartości, w porządku światopoglądowym transcendentnym czy religijnym bo jako forma organizacji państwa jest narzucona, a jej formalne źródła są słabe gdyż wynikają jedynie z rzekomej umowy społecznej. Tymczasem przyjęcie źródła religijnego i zakorzenienie demokracji w religijnej przestrzeni wiary na straży której stoi instytucja religijna – synagoga, cerkiew czy kościół pozwala niezależnie od chwilowych konfliktów państwa czy raczej władzy z kościołem przyjąć i zaakceptować jakąś formę demokracji właściwą państwu wyznaniowemu przyjmując jednocześnie nadrzędną pozycję instytucji religijnej.

W użytecznej wielce dla warunków europejskich koncepcji Ratzingera wedle której równowaga polityczna pomiędzy światem laickim i religijnym realizuje się w państwie „pozytywnie laickim” czyli takim które uznaje wartości religijne i prawo naturalne jako jedyny skuteczny bastion przeciwko samowoli władzy czy oszustwom manipulacji ideologicznej. Autonomia prawd moralnych wynikających z doktryny wiary stanowiących zdaniem przedstawicieli kościoła tzw. „prawdy nie negocjowane” musi być przez państwo szanowana, a jej ignorowanie uzasadnia nawet stosowanie prawa do oporu. Oznacza to, że państwo Ratzingera  jest właśnie państwem zakorzenionym w porządku religijnym – jest państwem wyznaniowym spenetrowanym i kontrolowanym przez kościół jako instytucjonalny wyraz religii panującej.

Pomimo tak daleko idących propozycji Ratzinger podkreśla konieczność dialogu pomiędzy światem wiary i racjonalizmu jako dialogu służącego rozwojowi osoby ludzkiej, chociaż trudno nie być sceptykiem co do możliwości takiego dialogu jeżeli z góry zakłada się akceptacje przez zwolenników racjonalizmu owych religijnych nienegocjowanych wartości wśród których znajdują się i całkowity zakaz aborcji, przeciwdziałanie rozpowszechnianiu tzw. ideologii gender jakoby domagającej się seksualizacji człowieka od najmłodszych lat, stosowania zabiegów In vitro, zawierania małżeństw jednopłciowych czy przeciwdziałania zeświecczeniu  cokolwiek miałoby to oznaczać. Mówił o tym Kardynał Gerhard Muller były prefekt Kongregacji Nauki Wiary udzielając wywiadu dla KAI z okazji konferencji poświęconej państwu w koncepcji Ratzingera, która odbyła się w Warszawie w kwietniu bieżącego roku z udziałem przedstawicieli Episkopatu i najwyższych władz państwowych ( KAI nr 15/16 z kwietnia 2017 r. str.2, 32-33). W tym samym duchu nie raz występowali polscy tradycjonalistyczni i około kościelni politycy jak np. Marek Jurek reprezentujący pogląd, że społeczeństwo w większości katolickie ma prawo do posiadania katolickiego ustawodawstwa i państwa.

Jest to wprawdzie uczciwe postawienie sprawy, ale z pozycji absolutnego przekonania o realnie istniejącej w Polsce większości fundamentalistów katolickich. Tak przecież nie jest bo nawet liczba osób regularnie biorących udział w obrzędach kościelnych wyraźnie spada nie mówiąc już o niekonfesyjnej części społeczeństwa, innowiercach, a nawet tych katolikach którzy nie podzielają poglądu o trwałej identyfikacji religijnej narodu polskiego ani nie uważają by Jezus kierował pomocnikami partii rządzącej nawet w obliczu cudu dojścia PiS-u do władzy. Utrwalone praktycznie od dnia uchwalenia obowiązującej Konstytucji RP jawne lekceważenie postanowień o neutralności (bezstronności) światopoglądowej państwa uzasadniają w pełni pogląd reprezentowany przez prof. Pawła Boreckiego, że na skutek niestosowania odnośne postanowienia wygasły (desuetudo), a rzeczywistość jest kształtowana mocą faktów dokonanych. Obecna forma  rozdziału władzy z kościołem  zdaje się wiec polegać jedynie na całkowitym ignorowaniu przez przedstawicieli tej władzy chrześcijańskich obowiązków miłosierdzia, pomocy bliźniemu, szacunku i powściągliwości przy demonstracyjnym wręcz manifestowaniu rzekomej pobożności poprzez bezrefleksyjne uczestnictwo w religijnych obrzędach i celebrze organizowanej dla oprawy politycznych spektakli. Jednocześnie kościół ma wyraźny problem z ustosunkowaniem się do wyraźnych przejawów wykorzystywania religii na użytek politycznych przedsięwzięć np. w trakcie obchodów kolejnych miesięcznic czy uroczystości państwowych. Rytualny charakter  takich imprez ma zdaniem teologów  (prof. Mikołejko, prof. Polak) charakter tworzenia religii publicznej, o której prof. Mikołejko mówi ze nie jest żadną ortodoksją katolicką. Chociaż władza korzysta z kościołów, z obecności księży, z pewnych elementów katolicyzmu to tworzy coś co jest absolutnie nieprawomyślne z punktu widzenia kościoła czyli gnozę w jej manichejskim wydaniu okraszonym neopogańskimi elementami z mitologii germańskiej – religię smoleńską, której jądrem jest ofiara złożona w katastrofie lotniczej.

Niewątpliwie więc przeciwdziałanie metodami politycznymi tak złożonej ofensywie oświeceniowej kontrrewolucji jest o tyle trudne, że w przeciwieństwie do weryfikowalnych mesjanizmów świeckich z reguły szybko kończących swój byt realny mesjanizmy religijne pozostają w sferze wiary mając duży potencjał mobilizacyjny do zwalczania wszelkich świeckich modernizacyjnych systemów rządów, które okazały się nie dość efektywne w rozwiązywaniu problemów społecznych. W Polsce mamy do czynienia z sytuacją w której istotna część społeczeństwa związana z kościołem emocjonalnie, rodzinnie, a często także ekonomicznie popiera partie rządzącą panującą niepodzielnie nad tą kategoria ludzi. Jednocześnie większość księży parafialnych intensywnie wykorzystuje tłumy w kościołach do organizacji poparcia dla tej partii tworząc zamknięty krąg symbiozy kościoła z władzą w którym dialektyczne korzyści przesłaniają istotę chrześcijaństwa. Przeważająca część biskupów związała się z jedna opcja polityczną i dlatego nie jest w stanie przeciwstawić się heretyckim wybrykom Kaczyńskiego i jego akolitów. Skonfrontowani z narastającym sprzeciwem ulicznych demonstracji wobec zamierzonej przez władze dewastacji sądownictwa i ostatecznej likwidacji systemu trójpodziału władzy hierarchowie odpowiedzialni za losy kościoła z trudem w ostatniej chwili wezwali Prezydenta RP do opamiętania. Zrobili to w formie, która w normalnym państwie cywilizacji zachodnioeuropejskiej musi budzić zdumienia , gdyż władnym z nich nie jest możliwe i akceptowalne by zwierzchnik religijny wzywał do religijnej stolicy kraju jego prezydenta. Praktyki takie dotychczas znane były jedynie w Iranie mieniącym się państwem wyznaniowym. W Polsce pozostało to nie zauważone.

Uporczywe trwanie przez Kościół katolicki w faktycznej koalicji rządzącej z partią, która obiektywnie niszczy czy nawet poważnie nadwyręża przesłanie religijne musi budzić zaniepokojenie wiernych przynajmniej tych których potencjał intelektualny pozwala na krytyczna analizę poczynań władzy. Musi budzić zaniepokojenie również tych bardziej światłych biskupów, którzy liczyć się muszą z przegraną partii nastawionej na cywilizacyjny regres. Osłabienie i skompromitowanie wartości religijnych oraz przegrana PiS-u w efekcie pociągnąć za sobą musi dotkliwe konsekwencje dla instytucji kościoła w postaci obniżenia jego pozycji w społeczeństwie, pozbawienia wpływów politycznych, likwidacji wszelkich form finansowania, chociażby wobec braku interesu polityków w szukaniu poparcia kościoła dla dodatkowej legitymizacji wykonywanego mandatu czy neutralizacji stosunku kościoła do reprezentowanej formacji politycznej. Chociaż nie ma obecnie żadnych przesłanek świadczących o możliwości odzyskania zwolenników partii władzy dla demokracji o wolnościowym obliczu z instytucjami i prawem te wolności gwarantującym, to nieustanne demonstrowanie sprzeciwu wobec działań władzy może skłonić biskupów obawiających się dalszej eskalacji protestów  jeżeli nie do rewizji poparcia dla władzy to do ustępstw.

Podział społeczeństwa polskiego ma charakter trwały i nie zostanie przezwyciężony w możliwym do przewidzenia czasie. Wymagać będzie intensywnej pracy intelektualnej i propagandowej zaniedbanych dotychczas obszarów edukacji obywatelskiej w tym poważnego zajęcia się instytucją kościoła i jego rolą w sferze publicznej, badaniem nad religią i polityką oraz relacjami państwa wobec kościoła. Trudno nawet obecnie mówić o rozpoczęciu dyskusji w tych kwestiach bo nie mogą one przebić się do głównego nurtu dyskusji politycznych w Polsce i wymagają pogłębionych, niezależnych badań podobnie jak potrzebne jest stałe monitorowanie relacji władzy z kościołem i to nie tylko w Polsce lecz i poza jej granicami. Koncentracja badań, obserwacji, analiz, danych statystycznych a nawet doniesień prasowych powinna być skupiona w jednym centralnym ośrodku dysponującym możliwościami technicznymi i finansowymi w tym zakresie. Takie miejsce z powodzeniem może funkcjonować jako niezależne centrum eksperckie stanowiące zaplecze dla  wszelkich organizacji politycznych, społecznych i zawodowych przygotowując potrzebne im dane i opinie w zakresie szeroko pojętych relacji państwa z kościołem. Przykładowo jedynie można wskazać, że bieżące monitorowanie władz Kościoła katolickiego może świadczyć o zmianie postaw bądź trendów w polityce kościelnej jak np. mianowanie  hiszpańskiego jezuity z wykształcenia prawnika – abp. Luisa Ladarii na stanowisko prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który zastąpił już po jednej kadencji 69 letniego abp. Gerhardta Mullera mianowanego jeszcze przez Ratzingera będącego bezkrytycznym zwolennikiem jego koncepcji państwa. Episkopat polski również nie pozostanie monolitem w szczególności jeżeli partia rządząca nie zrezygnuje z rewolucyjnego kursu, a sprzeciw społeczny nie osłabnie. Należy zatem pilnie obserwować układ sił w kierownictwie kościoła i zróżnicowanie postaw wobec sprzecznych interesów finansowych, politycznych i osobistych poszczególnych biskupów i wpływowych przedstawicieli kleru.

Mirosław Woroniecki

Mirosław Woroniecki: Wolność wyznania, a państwo neutralne światopoglądowo

Mirosław Woroniecki, 5 listopada 2017

Państwo wyznaniowe, państwo świeckie czy laickie czy też państwo neutralne światopoglądowo to nie są pojęcia powstałe jako wytwory teoretycznych rozważań lecz jako pojęcia potoczne, stopniowo zyskujące coraz większe znaczenie w prawie konstytucyjnym i wyznaniowym, a także jako terminy techniczne występujące w opracowaniach politologii współczesnej głównie  odnoszące się do problematyki bliskowschodniej i świata islamu. Do niedawna znaczenie tych pojęć w naukach politologicznych było kwestionowane jako pozbawione waloru ścisłego zdefiniowania, niedookreślone, różnorodne i wymagające stosowania opisów wskazujących elementy konieczne do wypełnienia ich treścią.  Indywidualizacja  zastosowanego opisu polegać musiała na przedstawieniu relacji pojęcia do badanego ustroju społeczno-politycznego, formy rządów i stanu świadomości społeczeństwa.  Obecnie także pojęcia te rozumiane są w nauce i polityce niejednolicie, chociaż w prawie konstytucyjnym i wyznaniowym treść poszczególnych pojęć , a przede wszystkim państwa świeckiego jako przeciwieństwa państwa wyznaniowego konstruowana jest w wielu państwach konsekwentnie poprzez orzecznictwo sądowe.

Potoczne rozumienie terminu „państwo świeckie” bliskie jest wprawdzie koncepcji prawnej określającej zakres i formy działania aparatu państwowego i instytucji publicznych w sprawach religijnych jako nie zaangażowane, ale często też w świadomości części społeczeństwa o światopoglądzie fideistycznym państwo świeckie rozumiane jest jako państwo antyreligijne. Jest to konsekwencją doświadczeń historycznych wynikających z angażowania się państw w prowadzenie polityki antyreligijnej przy równoczesnym głoszeniu własnych koncepcji filozoficznych  narzucanych instytucjom takich państw, funkcjonariuszom i obywatelom.

Na zmianę akcentów w charakterystyce państwa świeckiego wpłynęły dopiero rozwiązania prawne wyrażające interesy polityczne państw demokratycznych i dorobek orzecznictwa sądowego w tym przede wszystkim Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i sądownictwa luksemburskiego (obecnie TSUE).  Wyraża ono fundamentalna zasadę neutralności światopoglądowej państwa jako państwa nie anty- lecz areligijnego, a szerzej indyferentnego w zakresie poglądów, przekonań i postaw. Jak twierdzi dr Ryszard Małajny „Neutralność światopoglądowa państwa oznacza jego politykę polegającą na niepromowaniu ani też niedyskryminowaniu żadnych poglądów należących do tej sfery. Idzie tu zwłaszcza o poglądy filozoficzne i religijne. Tak pojmowana neutralność kojarzy się z obojętnością, brakiem zainteresowania, indyferentyzmem lub niezaangażowaniem. Prawdziwa neutralność nie może być zatem przyjazna lub nieprzyjazna, ścisła lub nieścisła, życzliwa bądź nie życzliwa, pełna względnie nie pełna itd. Takie twierdzenie polega na błędzie logicznym. Dany podmiot albo jest neutralny, albo nie – tertium non datur. Innymi słowy neutralność nie podlega kwalifikowaniu. Neutralność z przymiotnikiem będzie więc zawsze neutralnością w sensie fantazyjnym, ale nigdy w ścisłym tego słowa znaczeniu. Neutralność po to, aby była neutralnością realną, musi być jak najbardziej indyferentna.”

Zasada neutralności światopoglądowej nie wyczerpuje pojęcia  „państwa świeckiego czy laickiego” nie definiuje go, ani się w nim nie zawiera – jest jedynie podstawą na jakiej nowoczesne państwo demokratyczne może najpełniej urzeczywistnić podstawowe prawa i wolności obywatelskie, oddzielenie strukturalne, finansowe i prawne od państwa i jego instytucji  – kościołów, związków wyznaniowych i wszelkich instytucji światopoglądowych poprzez nie odwoływanie się do symboliki religijnej, nie prowadzenie indoktrynacji teistycznej czy ateistycznej, przestrzegania przed uchwalaniem jakichkolwiek aktów normatywnych wypływających z inspiracji religijnej lub materialistycznej.  Za prof. Janem Woleńskim należy zatem powtórzyć, że konflikt pomiędzy ideą państwa neutralnego światopoglądowo, a ideą państwa wyznaniowego  sprowadza się w dużej mierze do sporu między minimalnym, a maksymalnym zaangażowaniem światopoglądowym po stronie instytucji publicznych.  Taki też zasadniczo kierunek przyjęty został w konstruowaniu koncepcji państwa świeckiego, która odrzucała i zaprzeczała rozwiązaniom przyjmowanym w państwach wyznaniowych. Chociaż nadal podstawowym wyznacznikiem modelu konstytucyjnego państwa wyznaniowego było ustanowienie czy to kościoła narodowego czy to państwowego wyznania albo też zawarcie wyraźnej deklaracji o poddaniu państwa religii objawionej, to dzisiaj nie możemy przyjąć jako miarodajnego takiego rozstrzygnięcia konstytucyjnego bez należytego zbadania poszczególnych elementów składających się na treść  pojęcia państwa wyznaniowego. Tak jak nie możemy definiować państwa świeckiego jedynie poprzez konstytucyjne deklaracje prawne ( przykład rozbieżności postanowień polskiej konstytucji z rzeczywistością jest bardzo wymowny ) tak też nie powinniśmy definiować państwa jako wyznaniowego poprzestając jedynie na stwierdzeniu że ustanowiono w nim kościół czy religię panującą.

Państwo świeckie stanowiąc koncepcję prawną określającą zakres i formy działania aparatu państwowego wobec społeczeństwa w mojej ocenie pojmowane jest w znaczeniu funkcjonalnym jako wynikający z istoty nowożytnej demokracji sposób  realizacji zasady wolności i swobody światopoglądowej obywateli i obowiązku ich poszanowania oraz ochrony tej zasady przez władzę publiczną. Znalazło to wyraz w postanowieniu art.30 Konstytucji RP dotyczącego przyrodzonej i niezbywalnej godności praw człowieka. Jest zatem nieuprawnionym zawężeniem – nawet jeżeli użytecznym na potrzeby nauki prawa konstytucyjnego – pogląd prof. Michała Pietrzaka  iż:„ Świeckość to kwestia prawa. Nie można uznać za świeckie państwa, którego konstytucja to wyklucza . Tak jest wówczas gdy w państwie istnieje kościół względnie religia panująca .„ Koncentrując się na omówieniu różnic w sformułowaniach postanowień konstytucji wprowadzające różne systemy podkreślenia zarówno oddzielności jak i niezależności państwa od kościoła autor ten stwierdza co następuje: „Postanowienia konstytucji dotyczące świeckiego charakteru państwa cechuje niejednolitość, a zarazem ogólnikowość rozwiązań. Dadzą się one sprowadzić do trzech grup rozwiązań. Pierwsza grupa akcentuje zakaz  istnienia względnie wprowadzenia kościoła państwowego. Zapoczątkowała to rozwiązanie konstytucja Stanów Zjednoczonych, której pierwsza poprawka z 1791 roku postanowiła , że Kongres nie ustanowi żadnej religii panującą ani nie zabroni wyznawania jakiejkolwiek religii. (…) Rozwiązania takie wprowadzono w konstytucjach Meksyku 1917,konstytucji niemieckiej z 1919 r., hiszpańskiej z 1978 r.

Druga grupa konstytucji podkreśla fakt oddzielania kościoła od państwa względnie rozdział kościoła i państwa. Za takim określeniem opowiadały się konstytucje państw socjalistycznych.

Trzecie rozwiązanie zaproponowała konstytucja francuska z 1946 roku przyjmując stwierdzenie że Francja jest republika laicką. Powtórzyła je obecnie obowiązująca konstytucja z 1958 roku. Tych samych sformułowań używają konstytucje niektórych krajów afrykańskich: Senegalu, Beninu, Nigru, Czadu. Wszystkie konstytucje, które opowiadają się za świeckim charakterem państwa, potwierdzają jednocześnie wolność kultu bądź swobodę działalności religijnej.”

Konstytucyjne postanowienia często wzbogacane są o postanowienie precyzujące bliżej świecki charakter państwa wynikające z reguły z doświadczeń historycznych, politycznych bądź społecznych np. w Japonii i Meksyku zabrania się sprawowania władzy państwowej organizacjom wyznaniowym, a państwu zabrania się nauczania religii w szkołach państwowych. Konstytucja Portugalii z 1976r. wprowadza zasadę neutralności religijno-światopoglądowej państwa zabraniając organizowania oświaty na podstawie kryteriów politycznych, ideologicznych czy religijnych, a także zakazuje partiom politycznym odwoływania się do nazw religijnych czy używania znaków bądź symboli religijnych.  Konstytucja hiszpańska z 1978 roku wprowadza zakaz zmuszania kogokolwiek do ujawnienia swej ideologii, religii bądź wierzeń.

O wiele jednak częściej konkretyzacja pojęcia świeckości następuje w ustawach odnoszących się czy to do porządku publicznego ( zakaz wywieszania na budynkach publicznych znaków i emblematów religijnych), czy też do sposobu funkcjonowania państwa (zakaz łączenia uroczystości państwowych z obrzędami religijnymi, zakaz wykonywania przez kościoły funkcji państwowych w tym dotyczących prawa małżeńskiego).

Państwo świeckie, którego narodziny związane są z myślą racjonalistyczną , zaprzeczeniem religijnej legitymizacji władzy państwowej z pojawieniem się przekonania o niekompetencji państwa w regulowaniu spraw natury religijnej, a także z akceptacją poglądu o eliminacji treści i inspiracji religijnych z życia państwowego podlegała ewolucji na przestrzeni XIX i XX wieku. Z jednej strony było to wynikiem nieustającej krytyki kościołów,  antyklerykalizmu i antykościelnych wystąpień nie tylko w czasie rewolucji bolszewickiej, ale i wojny domowej w Hiszpanii czy wcześniej w trakcie wystąpień robotniczych m.in. w Bawarii  – z drugiej strony historycznych doświadczeń z okresu państw totalitarnych.  Nawet tam, gdzie nie dochodziło do wystąpień zbrojnych przeciwko kościołowi instytucjonalnemu i klerowi wprowadzane były ustawy antykościelne, likwidowano zakony, szkolnictwo wyznaniowe,  przejmowano majątki kościelne  itp. Doświadczenia dwustu lat musiały w efekcie uwzględnić, że działania antykościelne chociaż zapoczątkowały procesy laicyzacji i sekularyzacji , to w znacznym stopniu kosztem naruszenia zasady wolności sumienia i wyznania , a więc podstawowego prawa człowieka. W tym sensie koncepcja państwa świeckiego, w której szczególne znaczenie przypadło liberalno-demokratycznemu państwu  wiążącemu świeckość państwa z pełnym poszanowaniem wolności sumienia i wyznania, przeciwstawiona została ateistycznemu państwu świeckiemu stanowiące instrument umożliwiający ateizację społeczeństwa  i odrzucającemu programowo zasadę bezstronności podobnie jak i zasadę wolności sumienia i wyznania.

W tej sytuacji optymalnym rozwiązaniem stawał się model  a- wyznaniowego państwa świeckiego odrzucającego jakiekolwiek związki łączące państwo z organizacjami religijnymi w każdym aspekcie  – w tym poprzez odrzucenie jakichkolwiek norm, kryteriów czy zasad religijnych. Takie państwo chociaż konsekwentnie laicyzujące  prawo pozytywne i koncentrujące się na ochronie wolności jednostki do określenia religijnego traktuje je jednocześnie jako element prywatności podlegający ochronie. Państwo takie uznając  się za niekompetentne w sprawach religijnych i nie ingerujące w sprawy wewnętrzne kościołów i związków wyznaniowych w swoim funkcjonowaniu  powinno kierować się unieważnieniem religijnej wizji świata .

Sędziowie Sądu Najwyższego USA w celu należytego interpretowania zasad państwa świeckiego skonstruowali specjalne zestawy umożliwiających to testów, spośród których największym uznaniem cieszy się test świeckiego celu i zasadniczego efektu aktu prawnego, którego treść przytoczę za opracowaniem prof. dr Pawła Boreckiego zamieszczonym w numerze 5 Państwa i Prawa z z 2005 r. nr 5 str. 3-17.

Test ten polega na sprawdzeniu treści aktu prawnego według czterech kryteriów obejmujących odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy akt prawny odzwierciedla świecki cel ustawodawczy ?
  2. Czy zasadniczym efektem tego aktu prawnego nie jest popieranie lub zwalczanie religii?
  3. Czy wykonywanie tego aktu prawnego nie doprowadzi do nadmiernego wplątania organów państwowych w sprawy religii?
  4. Czy wykonanie tego aktu prawnego nie doprowadzi do ograniczenia wolności religijnej obywateli?

Państwo świeckie, w którym model  rozdziału władzy od kościołów i związków wyznaniowych w mojej ocenie najlepiej jest zrealizowany w konstytucji i praktyce Stanów Zjednoczonych nie oznacza jednak kompletnej obojętności wobec wyznań czy ich ignorowania szczególnie w wymiarze praw obywatelskich. Zakłada raczej uznanie ich za trwały element życia publicznego i aktywne w sferze prawodawczej i w orzecznictwie tworzenie gwarancji  dla wolności praktyki religijnej w systemie pluralizmu wyznaniowego i kulturowego . W sferze realnej działalności państwa jest to np. umożliwienie posługi religijnej w szpitalach, więzieniach, wojsku itp. albowiem ten obowiązek wywodzi się z gwarantowanej zasady swobody wykonywania praktyk religijnych wynikającej z zasady wolności sumienia i wyznania.

Niezależnie od zaprzeczenia religijnej wizji świata państwo budujące swoją tożsamość na zasadzie neutralności światopoglądowej nie wywierając wpływu na istnienie i rozwój wierzeń czy aktywność kościołów i związków wyznaniowych, zapewniając wolność sumienia i wyznania jednostce w żaden sposób nie uwalnia człowieka od religii, gdyż uwolnienie od religii państwa nie oznacza automatycznie laicyzacji społeczeństwa. Taka współzależność nie istnieje. Istnieje natomiast historycznie potwierdzona nieskuteczność wszelkich prób ograniczania bądź rozszerzania zasięgu oddziaływania religii  bądź innego światopoglądu poprzez różne środki przymusu w tym państwowego. Procesy laicyzacyjne następują z reguły w warunkach pełnej swobody w zakresie praw jednostkowych (wolności sumienia i wyznania) jak i kolektywnych tj. równouprawnienia organizacji religijnych, ich autonomii i niezależności. Demokratyczne, świeckie  państwo prawne stanowi zatem współcześnie bezsporną wartość polityczną odpowiadając najlepiej pluralizmowi religijno-światopoglądowemu nowoczesnych społeczeństw . Tworząc zróżnicowany system gwarancji dla indywidualnych i kolektywnych wolności religijnych wynikających z wolności sumienia i wyznania koncentruje się na budowie wspólnoty politycznej, obywatelskiej, która wzmacnia państwo likwidując jedną z poważniejszych przyczyn konfliktów społecznych. Uznając wszelkie opcje wyznaniowe, a szerzej światopoglądowe jednostek jednocześnie odrzuca je jako przesłanki różnicowania praw politycznych i cywilnych obywateli. Zapewniając równość traktowania i swobodę działania, uzewnętrzniania i nauczania religii uznaje jako pochodną pierwotnej wolności myśli, sumienia i religii człowieka  niezależność  i autonomię związków wyznaniowych. Konstrukcja wynikająca z hierarchii wartości, wśród których prym wiodą podstawowe wolności i prawa obywatelskie pozwala dopiero uznać społeczeństwu państwo za wspólne dobro wszystkich obywateli niezależnie od ich przekonań, postaw, poglądów, stylów i sposobów życia  w przeciwieństwie do społeczeństw plemiennych wykluczających ze swojego grona przeciwników politycznych, ludzi o odmiennym światopoglądzie, przekonaniach politycznych czy ideowych, wyznaniu bądź jego braku, kolorze skóry czy sposobie życia . Mirosław Woroniecki

Mirosław Woroniecki: Konstytucja RP jako krok ku klerykalizacji kraju

Mirosław Woroniecki, 30 października 2017

Faktem jest, że jako kompromis sił politycznych zainteresowanych stworzeniem stabilnych fundamentów ustrojowych demokratycznego i praworządnego państwa konstytucja powstawała w bardzo trudnych warunkach. Sprzeciw Kościoła katolickiego oraz narodowo-wyznaniowych partii i organizacji dotyczył nie tylko braku Invocatio Dei i aksjologii wywiedzionej wprost z nauki Kościoła lecz także treści poszczególnych propozycji rozwiązań konstytucyjnych.

1. Przede wszystkim w obowiązującej konstytucji zwraca uwagę obszerność tematyki religijnej nie spotykana w konstytucjach innych państw europejskich i poza europejskich. Zadeklarowana w preambule wspólnota pamięci i kultury zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie i ogólnoludzkich wartościach w zestawieniu z podziałem społeczeństwa na wierzących i niewierzących, również nie jest spotykana na gruncie innych rozwiązań konstytucyjnych. Określenia przez autorów projektu konstytucji atrybutów boskich w postaci : prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna  podzielanych przez wierzących i niewierzących  stwarza wyraźny przechył w stronę konfesyjnego źródła wartości konstytucyjnych. Problematyczne jest umocowanie teologiczne twórców konstytucji do określania kim czy czym jest Bóg –jak słusznie zauważał w trakcie dyskusji nad projektem prof. Michał Pietrzak , ale również problematyczne jest deklarowanie jako wspólnych wartości takich które wypełniane są niejednolicie pojmowaną treścią stanowią źródła konfliktów. Podzielenie społeczeństwa pod względem światopoglądowym na wierzącą i niekonfesyjną część stanowiło otwarcie możliwości zróżnicowania praw obu tych grup w zależności od praktyki politycznej rządzących. Tak to już jest że w wypadku normatywnego rozróżnienia i nazwania jakiegoś zjawiska czy grupy społecznej to zróżnicowanie wypełnia się treścią często niezamierzona przez ustawodawcę.

2. Kształt regulacji konstytucyjnej kwestii religijnych w przeważającej części ma wymiar instytucjonalny i dotyczy relacji pomiędzy państwem, a kościołem natomiast wymiar indywidualny wynikający z pierwotnej zasady wolości myśli, sumienia i wyznania uwzględniony jest w mniejszym stopniu. Zasada kolektywnych wolności religijnych jako zasada wtórna powinna wynikać z wolności pierwotnej i kształtować ją stosownie szeroko zgodnie z treścią nadawaną przez regulacje międzynarodowe tj. np. Europejską Konwencje Praw Człowieka. Tymczasem w Konstytucji RP relacje kościołów i związków wyznaniowych z władzą zostały unormowane w przepisie art.25  umieszczonego w Rozdziale I zatytułowanym Rzeczpospolita i poświęconym państwu i jego instytucjom z czego niektórzy teoretycy prawa wyznaniowego wyprowadzają słuszny pogląd, że w ten sposób kościołom i związkom wyznaniowym nadano atrybut instytucji państwowych odrywając się od ich wspólnotowego i metafizycznego charakteru. Jednocześnie  pierwotną zasadę wolności myśli, sumienia i wyznania okrojono w przepisie art.53 ust.1 do wolności sumienia i wyznania, a w ust. 2 sprowadzono do wolności wyznawania i przyjmowania religii według własnego wyboru oraz jej uprawiania i uzewnętrzniania. Dalsze przepisy tego artykułu poświęcone są zresztą zapewnieniu praw do wychowania religijnego dzieci, nauczania religii i gwarancjom jej uzewnętrzniania z niewielka koncesją na rzecz zapobieżenia zmuszaniu do uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w praktykach religijnych jak też ujawniania swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania. W ten sposób niekonfesyjna część społeczeństwa teoretycznie została obdarzona wolnością nieujawniania swojego sceptycyzmu wobec wiary i możliwością odmowy uczestniczenia w praktykach religijnych.

3. 25 konstytucji w przepisie ust. 1 ustanawia dyrektywę polityki wyznaniowej organów władz publicznych ujętą w zasadę równouprawnienia związków wyznaniowych , a ust. 2 formułuje postulat bezstronności czy raczej neutralności światopoglądowej państwa jeżeli bezstronność rozumiemy jako synonim neutralności. Nie jest to neutralność bezwzględna i bynajmniej nie dotyczy neutralności aksjologicznej prawa lecz jedynie sposobu traktowania różnorodnych postaw i przekonań przez władzę publiczną przy zapewnieniu swobody ich wyrażania. Istota tego przepisu sprowadza się zresztą do zagwarantowania możliwości uzewnętrzniania przekonań religijnych, obecności i eksponowania symboli religijnych w przestrzeni publicznej co bywa odbierane przez niekonfesyjną czy szerzej niekatolicką część społeczeństwa jako forma przemocy symbolicznej, opresji. Brak jest oczywiście postanowienia o oddzieleniu kościoła od państwa bo i koncepcja współpracy zakłada mniej lub bardziej ścisły związek.

4. Co do zawartej w ustępie 3 art.25 zasady autonomii i niezależności państwa i kościołów trzeba zauważyć, że literalne brzmienie tego przepisu jest mylące i bynajmniej nie świadczy o immunitecie osób duchownych wobec prawa państwowego, który miałby wynikać z niezależności i autonomii związków wyznaniowych. Wg. prof. M. Pietrzaka ujęcie tego postanowienia oznacza w istocie że to państwo pozwala by kościoły przyznawałyby państwu niezależność od siebie co degraduje państwo i jego suwerenność. Faktycznie jednak jest to raczej równouprawnienie, które ma realizować, a nawet wymuszać obowiązek współdziałania państwa z kościołami we wszystkich sprawach mieszczących się w spektrum zainteresowania instytucji religijnych gdyż wszystkie one dotyczą w gruncie rzeczy dobra człowieka i dobra wspólnego.

5. Wprowadzenie dwojakiego poziomu regulacji stosunków państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi tj. umowy międzynarodowej zwanej niesłusznie Konkordatem ( ust.4) oraz ustawami uchwalonymi na podstawie umów zawieranych przez rząd z przedstawicielami kościołów i związków wyznaniowych (ust.5), a także istnieniem całego szeregu kościołów i związków wyznaniowych rejestrowanych administracyjnie czyli trzeciego poziomu regulacji tworzy wyraźną nierówność pozycji prawnej wyznań. Wobec niechęci władzy ustawodawczej do uchwalania ustaw regulujących stosunek RP do mniejszościowych związków wyznaniowych i korespondującej z tym zaniechaniem rezygnacji Rady Ministrów do negocjowania umów z takimi wyznaniami mamy 164 związki wyznaniowe poza regulacja ustawowa i  tylko 15 objętych ustawą, a 1 Konkordatem. Poza regulacja pozostaje np. Kościół Nowoapostolski czy Chrześcijan Wiary Ewangelicznej, które są ignorowane pomimo wniosków legislacyjnych z ich strony.

6. Pomimo treści art.1 Konstytucji określającego Polskę jako dobro wspólne wszystkich obywateli, a więc tak wierzących jak i nie podzielających wiary w istotę nadprzyrodzoną to nie stanowi on skutecznego zabezpieczenia przed zawłaszczaniem państwa na użytek jednej tylko ze wspólnot religijnych. Podobnie jak nie czyni tego art.32 wprowadzający zakaz dyskryminacji „ z jakichkolwiek przyczyn” w tym światopoglądowych, art. 47 potwierdzający prawo do samookreślenia światopoglądowego człowieka czy art.48 ust 1 nakładający obowiązek uwzględnienia wolności sumienia, wyznania i przekonań dziecka w realizacji prawa do wychowania zgodnie z przekonaniami rodziców.

Wszystko to razem stworzyło dogodne warunki do prowadzenia ideologicznej indoktrynacji, praktykowania różnych form dyskryminacji niekonfesyjnej czy szerzej niekatolickiej części społeczeństwa oraz doprowadziło do takiego stopnia klerykalizacji, który uzasadnia twierdzenie że Polska stała się krajem wyznaniowym.

Mirosław Woroniecki

Mirosław Woroniecki: Klerykalizm w Polsce jako praktyka polityczna

Mirosław Woroniecki, 29 października 2017

Od lat dziewięćdziesiątych relacje Kościoła katolickiego z państwem budzą uzasadnione wątpliwości zarówno części społeczeństwa, która nie podziela poglądu o jednorodnej tj. narodowo-wyznaniowej tożsamości Polaków uzasadniającej szczególną pozycje i uprzywilejowanie kościoła.  Zadziwiające połączenie szczególnej pozycji prawnej zawarowanej w obowiązującej Konstytucji RP z 1997 roku oraz w szeregu regulacjach  prawnych dotyczących m.in. finansowania instytucji kościelnych jak szkoły wyższe czy składki na ubezpieczenie społeczne księży, przepisach podatkowych i hojnych wynagrodzeniach dla katechetów w systemie edukacji publicznej, wojsku, policji itd. – żeby wymienić tylko niektóre z rażących przykładów uprzywilejowania łączy się z nadgorliwością instytucji państwowych i samorządowych w  spełnianiu różnych aspiracji zarówno kościoła instytucjonalnego jak i jego przedstawicieli. W efekcie panuje powszechne przekonanie, że nie warto narażać się kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka jego nad obecności w sferze publicznej podobnie jak krytyka religii musi zakończyć się porażką dla podnoszących te kwestie podmiotów. Wymiar praktyczny takiej sytuacji to całkowity brak jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze  strony państwa dla organizacji obywatelskich, których celem byłoby propagowanie świeckości albo światopoglądu racjonalistycznego w przeciwieństwie do różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędna wobec wszelkich innych instytucji pozycją kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie niegodziwości jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia.  Tak  stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która  hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała kościołowi majątek państwowy i samorządowy. Dzisiaj tylko nieliczne i słabo słyszalne głosy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej  czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i kościołem uzasadniają w pełni tezę postawioną przez organizatorów Kongresu Świeckości, który odbędzie się w Warszawie w dniach 21-22.10.br. o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego gracza będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej.

Sytuacja taka jest wynikiem tolerowania stałej gotowości polityków różnych opcji sprawujących władzę po 1989 roku do akceptacji szczególnej pozycji i rangi kościoła dopuszczonego do  współdecydowania o bieżących sprawach kraju, które sprowadzało się nie tylko do uzgadniania treści fundamentalnych, ustrojowych aktów prawnych, ale i pozwalało stronie kościelnej nieustannie zgłaszać różnego rodzaju mniej lub bardziej uzasadnione roszczenia finansowe, ingerować  w zakres praw obywatelskich w tym wynikających z  członkostwa w Unii Europejskiej jak Karta Praw Podstawowych, prawa kobiet czy prawa reprodukcyjne, aż do uzyskania dzięki obecnej władzy praktycznie pełnej wyłączności w kształtowaniu wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa. Przyjęcie w art. 25 ust.3 Konstytucji koncepcji współdziałania państwa z kościołem we wszystkich praktycznie sprawach państwowych ( dla dobra człowieka i dobra wspólnego) znalazło dzisiaj swój najszerszy wyraz  w politycznym współdziałania partii rządzącej z większością kleru, forsowania interesów kościoła przez partie rządzącą i organizowaniem poparcia społecznego dla tej partii przez przeważającą część księży parafialnych, Episkopat i organizacje około kościelne

Postępująca klerykalizacja podporządkowująca wszystkie sfery działalności państwa i życia obywateli regułom i rytuałom jednego wyznania przy postępującym zaniku ekumenizmu i braku publicznego sprzeciwu innych wyznań jak też istniejącej kiedyś Polskiej Rady Ekumenicznej musi prowadzić do wniosku, że Polska stała się zgodnie z zapowiedzią przedstawicieli partii rządzącej (publikacja tekstu Krzysztofa Szczerskiego w piśmie „Pressje” nr 5 z 2005 roku) republiką wyznaniową będącą przejawem „…zwycięstwa rozsądku nad rozszalałą demokracją…”, która łączy zasady republikanizmu z obowiązkiem bezwzględnego przestrzegania ładu moralnego w sferze publicznej nad czym pieczę powinno sprawować prawo państwowe.

Zagrożenia wynikające z podporządkowania ładu państwowego doktrynie kościoła pogłębił fakt lansowania przez Kościół katolicki koncepcji państwa opracowanej przez byłego papieża Benedykta XVI – Josepha Ratzingera tzw. państwa pozytywnie laickiego w gruncie rzeczy sprowadzającej się do konieczności uwzględnienia w systemie prawnym wartości wywiedzionych z prawa naturalnego w jego katolickim rozumieniu. Koncepcja ta nie mająca żadnych szans na realizacje w zróżnicowanych kulturowo i światopoglądowo społeczeństwach zachodnioeuropejskich została zadana katolickim państwom peryferyjnych znajdującym się pod rządami narodowo – wyznaniowych partii politycznych poszukujących dla swoich autorytarnych rozwiązań demokracji większościowej, głębszego jak można przypuszczać religijnego uzasadnienia. System liberalnej demokracji zakwestionowany w Polsce i na Węgrzech ze względu na brak oświeceniowych tradycji i zrozumienia dla humanistycznych koncepcji ładu społecznego został skwapliwie wykorzystany do głoszenia przez najważniejszych dostojników kościoła, jak np. byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Mullera, że proponowana przez Ratzingera koncepcja państwa jest najlepszą formą przeciwstawienia się zagrożeniom ze strony zachodniej cywilizacji, a  m.in. „…narzucaniu przez mniejszość większości ideologii gender, która domaga się seksualizacji człowieka od najmłodszych lat. Ponadto „… jest dobrym lekarstwem w sytuacji, gdy prym wiodą kultura techno scjentystyczna i konsumpcyjny indywidualizm. Zsekularyzowane społeczeństwa są wydrążone przez trywialność i wulgarność, definiują siebie tylko jako ”homo oeconomicus” i dążą do dobrobytu.” Zdaniem tego hierarchy „…zachodnia kultura straciła swoja wielkość, gdy Bóg przestał być fundamentem społeczeństwa. Szerzy się bałwochwalstwo ideologii, seksu, dobrego wyglądu lub narodu.” (wywiad kard. Mullera dla Wiadomości KAI 15/16 str.32).

Władze RP jawnie występują z inicjatywami legislacyjnych w tzw. gorących materiach prawnych i społecznych realizując aktualne poglądy wyznaniowe Kościoła katolickiego, zasilają dotacjami instytucje i organizacje kościelne, demonstrują zdolności mobilizacyjne kościelno-partyjnego elektoratu jak miało to miejsce podczas tzw. różańcowego otoczenia Polski i zamierzają utrwalić w nowym systemie konstytucyjnym wyznaniowy charakter państwa narzucony praktycznie całemu społeczeństwu. Nastąpiło to zarówno poprzez zmiany prawne dokonywane sukcesywnie począwszy od niezgodnego z prawem przyjęcia i podpisania przez rząd Hanny Suchockiej Konkordatu, aż po zawarcie faktycznej koalicji rządzącej będącej rezultatem sukcesu wyborczego antyoświeceniowej ofensywy kulturowej zapoczątkowanej w 2013 roku homilią kardynała Dziwisza o wyższości prawa bożego nad prawem państwowym.

Jak na razie nasycenie wszystkich sfer życia społecznego elementami religijnymi,  eksponowanie symboli religijnych już nie tylko w instytucjach publicznych, podejmowanie uchwały władzy ustawodawczej o teologicznym przesłaniu czy nadawanie szczególnej oprawy religijnej uroczystościom państwowym i manifestacjom politycznym organizowanym przez radykalne ugrupowania narodowo-wyznaniowe świadczą o skuteczności wybranej przez władze koncepcji politycznej chociaż nie ma ona żadnego racjonalnego uzasadnienia i może prowadzić do degradacji państwa i obniżenia jego prestiżu w skali krajowej i międzynarodowej. Poza tymczasową skutecznością działań politycznych pozostają bowiem długofalowe interesy kraju w sferze nauki, edukacji, kultury w tym kultury prawnej, których regres w dobie nachalnej promocji irracjonalizmu i cywilizacyjnej zapaści prowadzi jedynie do wyznaniowego skansenu jaki jest nie do wyobrażenia we współczesnej Europie.

Na propozycję polityczną klerykalizacji Polski nie ma jednak i nie będzie zgody. Klerykalizm traktujemy w kategoriach praktyki politycznej. Nie interesuje nas Kościół katolicki jako mityczne „ciało Chrystusa” ani jako wspólnota wiernych. Nie zajmujemy się religią, koncentrujemy naszą uwagę na działaniach instytucji kościoła w sferze publicznej i wykorzystywaniem religii do celów politycznych. Musimy dokonać diagnozy obecnego stanu relacji władzy z kościołem i społecznych skutków tego związku stąd sformułowany przez stowarzyszenie Kongres Świeckości apel środowisk laickich przeciwko postępującej klerykalizacji i inicjatywa zorganizowania kongresu będącego dialogiem tych środowisk z partiami politycznymi podzielającymi nasz niepokój i troskę o wolność myśli, sumienia i wyznania w wymiarze indywidualnym każdego obywatela naszego kraju jak i jego przyszłość.

Mirosław Woroniecki, adwokat

Prezes Zarządu Stowarzyszenia

Kongres Świeckości

Mirosław Woroniecki – Konkordat – droga ku państwu wyznaniowemu.

Mirosław Woroniecki, 29 października 2017

28 lipca 1993 roku minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski podpisał  umowę międzynarodową zawartą pomiędzy rządem RP, a Państwem Watykańskim zwaną niesłusznie Konkordatem. Historycznie tym mianem określano bowiem prawo partykularne nadawane przez papieża danemu terytorium państwowemu na prośbę władcy i za zobowiązaniem tego władcy do jego przestrzegania. Powstałe w 1929 roku w wykonaniu traktatów laterańskich zawartych przez papiestwo z rządem Mussoliniego Państwo Watykańskie nie ma zatem umocowania do narzucania swoich norm prawnych lecz co najwyżej może je negocjować z poszczególnymi zainteresowanymi rządami i nadawać im formę umowy międzynarodowej.  Taka praktyka była zastosowana przez rząd RP pod kierownictwem Hanny Suchockiej. Podpisując umowę Skubiszewski reprezentował rząd, któremu wyrażono wotum nieufności już w dniu 31 maja 1993 roku i który istniał jedynie z woli prezydenta Wałęsy. Wałęsa mając do wyboru przyjęcie dymisji rządu albo rozwiązanie Sejmu wybrał drugie rozwiązanie pozwalające utrzymać ekipę rządową przy władzy. Rząd Hanny Suchockiej miał więc czas i możliwość dokończenia negocjacji i podpisania Konkordatu . Uczynił to w warunkach obowiązywania utrzymanych w mocy postanowieniem art. 27 tzw. małej konstytucji przepisów Konstytucji z 1952 roku, które stanowiły w art. 70 ust 2 ,że sytuację prawną kościoła regulują ustawy, a więc nie dopuszczały w tym zakresie umowy międzynarodowej.

W tej sytuacji  rząd RP naruszył nie tylko dobre obyczaje lecz przede wszystkim postąpił wbrew wyraźnym normom konstytucyjnym zupełnie świadomie i z premedytacją naruszając prawo. Postąpił tak wobec spodziewanego zagrożenia zwycięstwem lewicy w nadchodzących wyborach. Z jednej strony oczywiście chodziło mu o zagwarantowanie interesów kościoła, a z drugiej o potencjalne wprowadzenie lewicy w ewidentny konflikt z Watykanem, co było nie do pomyślenia ze względu na osobę ówczesnego papieża. Był to szczególnie rażący przykład lekceważenia zasady legalizmu nakazującej organom władzy publicznej ścisłe stosowanie się do obowiązujących przepisów i działanie tylko w takim zakresie w jakim jest ono dopuszczalne norma prawną.

Zawarta umowa (Konkordat) stworzył kościołowi solidne podstawy do sięgania po coraz to nowe koncesje ze strony państwa oraz powiększała wydatnie możliwość realizacji tak aspiracji ekonomicznych jak i panowania w sferze światopoglądowej poprzez wpływ na wychowanie, edukację, stałą obecność w sferze publicznej i w środkach masowego przekazu zobowiązanych do przestrzegania w przekazie tzw. wartości chrześcijańskich.

Rozszerzanie ustaleń konkordatowych stało się praktyka rządzących jeszcze przed ratyfikacją umowy w 1998 roku, a w latach następnych było jawnie nadużywane jak chociażby w wypadku przyznania w 2006 roku dofinansowanie dla papieskich wydziałów teologicznych Podstawę do takich działań wywodzono niesłusznie  jedynie z dopuszczenia w umowie możliwości  rozważenia przez władzę jakiegoś finansowania,  a nie z obowiązku prawnego państwa, które podjęło się takiego zadania jedynie w odniesieniu do wybranych uczelni katolickich jak  KUL oraz Papieska Akademia Teologiczna.

W umowie nie przewidziano również stopni generalskich i związanych z tym uposażeń dla kapelanów wojskowych czy innych formacji mundurowych podobnie jak wcześniej nie przewidywano wynagrodzeń dla katechetów w szkołach.

Ratyfikacja Konkordatu w 1998 roku poprzedzona była przyjęciem przez rząd polski deklaracji uzupełniającej, która  dawała możliwość wprowadzania regulacji zabezpieczających suwerenność państwa i jego porządku prawnego. Niestety regulacja dodatkowa nigdy nie została to wykorzystana dla wzmocnienia suwerenności państwa i systemu prawnego. Chociaż przyznać trzeba że rządy lewicy starały się w latach 1993-97 jeżeli nie blokować to jednak z całą pewnością opóźniać wejście Konkordatu w życie to jednak nie chciały czy nie były w stanie zapobiec praktyce wdrażania, a nawet rozszerzania jego postanowień.  Być może pomogło to procesowi przystąpienia do Unii Europejskiej – w sensie zmniejszenia oporu kościoła polskiego, ale teza taka nie jest przekonująca wobec ówczesnego stanowiska Watykanu i polskiego papieża osobiście, który liczył na polski głos w instytucjach europejskich w związku  z realizowaną przez niego koncepcją tzw. „rechrystianizacji Europy” . Koncepcję papiestwa umocnionego skutecznym obaleniem komunizmu chciano zrealizować w ówczesnych warunkach w sposób cywilizowany m.in. poprzez uzyskanie jak najszerszego wpływu w instytucjach unijnych podejmujących działania na rzecz szerszej integracji i wprowadzenia systemu aksjologicznego oraz Invocatio Dei do planowanej Konstytucji Europejskiej.

Niepowodzenie prac nad konstytucja dla Europy i śmierć papieża położyły kres stosowanej metodzie i na pewien czas zahamowały postęp ekspansji religijnej. Kościół polski zajęty był swoimi sprawami wobec realnej utraty niekwestionowanego przywództwa do tego stopnia, że nie udzielił tak bezwarunkowego poparcia koncepcji IV Rzeczpospolitej głoszonej w latach pierwszych rządów PiS w koalicji z populistami z Samoobrony i LPR-em. Nadrabiał to w późniejszych latach kiedy po katastrofie w Smoleńsku okazało się, że szybko wzrasta liczba radykalnych  zwolenników narodowo-wyznaniowej histerii.

Skandaliczna homilia kardynała Dziwisza poświęcona wyższości prawa boskiego nad państwowym  z czerwca 2013 r. oznaczała nie tylko niedopuszczalną ingerencję w prawo państwowe, które powinno być niezależne od prawa kanonicznego lecz także otworzyła czas mobilizacji narodowo-wyznaniowej, tradycjonalistycznej części społeczeństwa do wojny kulturowej. Wypowiedź kardynała Dziwisza świadczyła dobitnie, że najbardziej znacząca część Episkopatu Polski  zupełnie nie przejmuje się konkordatową i soborową zasadą wzajemnej niezależności państwa i kościoła i kieruje się ideami teokratycznymi i poglądami integrystycznymi. Był to czas postmodernistycznej dekonstrukcji stereotypów promowany przez Palikota i budzący oburzenie kręgów tradycjonalistów i tzw. „ludu smoleńskiego”. To te środowiska stanęły w pierwszej linii antyoświeceniowej rewolucji  przyswajając sobie razem z kościołem irracjonalną i anachroniczną wizję Polski, Europy i świata w wydaniu ówczesnej PiS-owskiej opozycji.

Mirosław Woroniecki

Mirosław Woroniecki: Źródła Kongresu Świeckości

Pytania o inspiracje i powody organizacji kongresu

Mirosław Woroniecki, 28 czerwca 2017

Jako organizatorzy inicjatywy zwołania i przeprowadzenia kongresu poświęconego relacjom państwa polskiego z Kościołem katolickim często spotykamy się z pytaniami o motywy jakimi kierowaliśmy się występując z taką propozycją wobec organizacji społecznych i politycznych.

Pytania o inspiracje i powody organizacji kongresu często podyktowane są obawą przed podjęciem tematyki, która uważana jest nie tylko za delikatną ale i mogącą stwarzać problemy dla organizacji i osób próbujących rzetelnie zbadać niektóre aspekty relacji kościoła z państwem – szczególnie dotyczące aspektów finansowych, przywilejów prawnych i swoistej nadgorliwości instytucji państwowych i samorządowych w  spełnianiu różnych aspiracji zarówno kościoła instytucjonalnego jak i jego przedstawicieli.

W efekcie panuje przekonanie, że nie warto narażać się kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka kościoła czy też występowanie przeciwko jego „nadobecności” w sferze publicznej musi zakończyć się porażką dla podnoszących te kwestie podmiotów.

W praktyce istotnie trudno jest dziś wskazać chociażby jedną organizację, której celem byłaby świeckość albo propagowanie światopoglądu racjonalistycznego, która korzystałaby z jakiejkolwiek formy państwowego wsparcia w przeciwieństwie do różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędną wobec wszelkich innych instytucji pozycją kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie niegodziwości jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia. Tak  stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która  hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała kościołowi majątek państwowy i samorządowy.

Dzisiaj  tylko nieliczne i słabo słyszalne głosy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej  czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości.

Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i kościołem uzasadniają tezę postawioną przez organizatorów kongresu o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego gracza będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej.

Sytuacja taka jest wynikiem tolerowania stałej gotowości polityków różnych opcji sprawujących władzę po 1989 roku do akceptacji szczególnej pozycji i rangi kościoła, dopuszczonego do  współdecydowania o bieżących sprawach kraju, które sprowadzało się nie tylko do uzgadniania treści fundamentalnych, ustrojowych aktów prawnych, ale i pozwalało stronie kościelnej nieustannie zgłaszać różnego rodzaju, mniej lub bardziej uzasadnione, roszczenia finansowe, ingerować  w zakres praw obywatelskich w tym wynikających z  członkostwa w Unii Europejskiej jak Karta Praw Podstawowych, prawa kobiet czy prawa reprodukcyjne, aż do uzyskania dzięki obecnej władzy praktycznie pełnej wyłączności w kształtowaniu wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa.